Zabierzcie ich z tej planety

Wierzę, że nie jesteśmy sami. Wierzę i to głęboko, że na innych planetach nie tylko tli się, ale również kwitnie życie. Mam nadzieję, że ktoś na odległej planecie przeczyta to, co teraz piszę. Mam interes.

Nigdy nie prosiłem żadnej obcej cywilizacji o pomoc, więc po wielu dekadach życia pozwalam sobie zrobić wyjątek. Moi drodzy, mam zadanie, które dla was będzie niczym dla mnie splunięcie. Możecie osłodzić mi życie na długie lata i zapewne pchnąć w jedynie słusznym kierunku mój blogowy rozwój.
Co trzeba zrobić? To proste: przylećcie i zabierzcie z Ziemi trzy niecne istoty. O nic więcej was nie proszę. Jak chcecie, to nawet nie musicie podnosić swoich zielonych tyłków. Możecie zassać tych ludzi przy pomocy własnego promienia jakiegoś tam (nie znam się na waszej technologi, więc nie podam nazwy, ale mam pewność, że macie już taką zabawkę do przymusowej teleportacji).

Niech przepadną
Dlaczego macie ich zabrać do siebie? Wytłumaczę to w kilku zdaniach. Czasem każdy człowiek ma takie chwile, kiedy widzi owoc czyjejś pracy i coś go trafia. Myśli sobie, cholera jasna, a czemu ja nie mogłem tego zrobić wcześniej. Ten super pomysł powinien był być moim. Ja mam tak często. Szczególnie często, jeśli chodzi o blogowanie trzech osób.
Zapiszcie sobie ich dane w swoich ufoludzkich kajecikach. A teraz do rzeczy. Oto moi najwięksi krwiopsujcy (jak będziecie mogli porwać kolejnych dajcie znać, mam listę).
Joanna z http://babskiepisanie.blogspot.com. Ileż razy tam zaglądałem i coś mnie trafiało. Wrażliwość, umiejętność wyszukiwania super tematów (tak jak ten o mamusiach radzących innym mamusiom jak nie płacić alimentów) i umiejętność uwodzenia słowem to wszystko naraziło mnie na wielkie cierpienia i ogromne straty moralne. Gdybym nie był łysy z pewnością wyłysiałbym z zazdrości w trakcie czytania tego bloga. Ostatnio Joanna pisze mniej, ale wcześniej nagrabiła sobie wystarczająco, aby trafić na tę listę.

Kant z http://historia-kanta.pl. Przez kilka tygodni wmawiałem sobie, że to postać fikcyjna. Nikt go nie zna, nikt nie widział, nie wie jak ma na imię oraz czy prawdą jest, że nie myje rąk po wyjściu z ubikacji, a przez 15 lat pracował jako poskramiacz borsuków w cyrku.
Sęk w tym, że nawet jeśli Kant jest kreacją i blogową wydmuszką to cholera jest wykreowany zbyt dobrze, aby móc dalej istnieć na tej planecie. Mówiąc krótko Ziemia jest zbyt mała dla naszej dwójki.
Ponieważ to ja wybieram jako pierwszy, więc proszę, zabierzcie go do siebie. Co z nim zrobicie, wasza sprawa. Tutaj niech on już nie pisze o sobie w 3. osobie, niech nie pokazuje, ile w każdym z nas bywa z dzikiego stworzenia, niech nie prowokuje. I niech nie pokazuje, jak konsekwentnie można budować swój wirtualny wizerunek bez pokazania nawet kawałka paznokcia. Papa Kancie!

Ostatni wybraniec

Zostało tylko jedno miejsce w latającym spodku, a ja najchętniej zapakowałbym do niego tak wiele osób. Nie macie pojęcia jak dużo. Po konsultacjach z moim psychoterapeutą wybrałem ostatnią osobę, która najbardziej z pozostałych szarga mi nerwy.
Maria Konopnicka z http://www.mariakonopnicka.pl/. Dlaczego? Dla wielu wystarczającym powodem będzie fakt, że to facet występujący jako kobieta.

Innych trafi coś, gdy zobaczą jakie ten koleś ma w domu oceany płyt. Dodam, że są to płyty z muzą, którą ja w większości kocham. Co gorsza, Maria pisze o tych kapelach w sposób więcej niż skandalicznie czarujący. Porównania jakimi się posługuje wywołują dziką zazdrość. Umiejętność pisania o muzyce w sposób niebanalny i z jajem jest największym darem sił nieczystych. Darem, który tylko mi się należy. Więc mam szczerą nadzieję, że Maria K. lada moment opuści moją planetę.

Nazwa dla operacji
Drodzy kosmici naszej zacnej operacji planuję nadać kryptonim SHAREWEEK. To niezła przykrywka, bo tak samo nazywa się akcja wymyślona przez Andrzeja Tucholskiego. W jej trakcie blogerzy polecają innych blogerów. Ja polecam tę trójkę. Wiecie co z nią zrobić. Prawda?

Fot. Pixabay