Tego nie powiedzą ci spece od biegania: porównywanie

To jedna ze złotych reguł biegaczy. Tą myśl tłoczą nam do głowy wszyscy: trenerzy, eksperci, dziennikarze i psychologowie sportu. Bez względu na to jakie szkoły kończyli, ile dyplomów mają i ile kotletów zjedli w jednym są zgodni: biegacz nie może porównywać się z innymi. Wiesz co? A gówno prawda.

Dziesięć lat temu świat Formuły 1 wstrzymał oddech. I nie chodziło o wydarzenia na torze. W willi jednego z szefów zespołu MacLaren znaleziono 780 stron dokumentacji o bolidzie największego konkurenta, teamu Ferrari. Po świecie bogaczy, milionowych kontraktów dla zawodników, pięknych kobiet i wszystkiego co kuszące i błyszczące rozszedł się wyjątkowo przykry i drażniący smród nieczystych rozgrywek. Wydawać by się mogło, że eleganccy i zawsze opanowani ludzie będą gardzić czymś tak niegodnym i hańbiącym jak wyciąganie tajemnic od konkurencji. Nic bardziej mylnego.

NIEUSTANNE PODGLĄDANIE

W świecie sportu takie podglądanie i śledzenie, czasem nawet wbrew prawu to coś tak normalnego i oczywistego jak wschód słońca. Taka wojna trwa od zawsze i nie zanosi się, aby miała dobiec końca.

Podglądają się nie tylko najbogatsi w F1. Szpiegują się żużlowcy, piłkarze, skoczkowie narciarscy i inni. Wszyscy chcą wiedzieć co inni robią, aby mieć jeszcze lepsze wyniki. Nikt nawet nie robi specjalnej tajemnicy z tego faktu. Tylko ty, jeśli masz pecha być biegaczem amatorem, musisz myśleć tylko o sobie i nie zawracać sobie głowy tym co robią inni. Dlaczego? Bo ponoć to złe, bezsensowne i w ogóle słabe.

NAJBARDZIEJ LUDZKA CECHA

Porównywanie się to jedna z niewielu cech, która łączy wszystkich przedstawicieli homo sapiens. Mamy to zapisane w genach. Od malucha po starucha, zestawiamy się, analizujemy. Czy ziomuś z piaskownicy ma większe wiaderko, czy koleżanka ma gęstsze i ładniejsze włosy, czy ten nowy w pracy nie zarabia czasem więcej ode mnie, albo czy nie przygotował lepiej powierzonego zadania. Tacy już jesteśmy i nic poza eutanazją tego nie zmieni.

W tak zwanym zwykłym życiu często wymaga się od nas by śledzić konkurencję. Dziennikarze popełniają rytualne samobójstwo, gdy rano przeczytają u konkurencji newsa, którego oni sami zgapili. Producent lodów szybko wprowadza na rynek smak, na którym konkurencja zbija kokosy. Wtedy jednak to mowa o czytaniu trendów i odpowiedzi na potrzeby rynku.

BIEGACZ JEST INNY. TEORETYCZNIE

Gdy jednak ty, biedny biegaczu zechcesz popatrzeć jak dokładnie trenuje twój znajomy, albo jaki progres zrobił w ciągu ostatnich 12 miesięcy, dowiesz się, że jesteś nędznym zazdrośnikiem, sfrustrowanym typkiem, który wścibia w nos w nie swoje sprawy, a jedyne co wolno Ci robić to klepać w samotności kilometry i bić brawo innym, kiedy kolejny raz pobiegną dużo lepiej niż Ty.

Pisząc ten tekst poczytałem sporo biegowych publikacji, których autorzy zakazywali porównywania się. Często zakaz nie był w żaden sposób uzasadniony. Nie bo nie i tyle. Autorzy uderzali w pompatyczny ton i grzmieli donośnie niczym wszechwiedzący bóg ojciec.

Jak już ktoś wymyślił jakieś argumenty to najczęściej sprowadzały się one do tzw. złych emocji. Ponoć porównywanie musi rodzić frustracje.

Przykro mi, ale nie musi. Oczywiście jeśli jesteś frustratem, którego dołuje, wpienia i nakręca wszystko od pogody po sukcesy innych, to porównywanie się nie jest dla Ciebie. Jeśli jednak nie należysz do takiej podgrupy to porównuj się śmiało. Warto.

INNI DODAJĄ SKRZYDEŁ

Nie wiem jak Ciebie, ale mnie sukcesy innych uskrzydlają i motywują. Jak widzę dziewczynę, która dwa lata temu umierała po zrobieniu 5 km, a teraz na trasie zamiast biegać to prawie fruwa to się cieszę. Wiem też, że codzienny zapierdziel na treningach przynosi konkretne efekty. To kapitalna zachęta do pracy, której nie da mi samotne klepanie kilometrów. Kto biega ten wie czasem jak ciężko jest zebrać się do wyjścia na trening. Czasem potrzebujemy dodatkowych zachęt. Myśl o kimś kto biega coraz lepiej może być jedną z nich.

UNIKAJ  CUDZYCH BŁĘDÓW

Na temat uczenia się na błędach powiedziano już chyba wszystko. Też pewno jesteś za opcją, że lepiej edukować się na wtopach innych osób. Tyle tylko jak możesz to zrobić skoro nie wolno Ci porównywać się z innymi. Masz zakaz sprawdzania czasów, treningów innych biegaczy. Masz być dla siebie jedynym punktem odniesienia. Nie da się i już. O tym jednak wyznawcy biegowej poprawności nigdy Ci nie powiedzą.

POZNAJ SŁABOŚCI

Kilka tygodni temu gadałem ze znajomą. Była rozżalona. Porównała swoje biegowe wyniki z osiągnięciami koleżanek. Wyszedł dramat. Była zdołowana tym, że przyjaciółki śmigają jak Speedy Gonzales, a ona sunie z prędkością walca drogowego. Zamiast naskoczyć na nią koleżankę i powiedzieć jej, że zgrzeszyła śmiertelnie chcąc porównać się z innymi zrobiłem coś innego. Zaczęliśmy się porównywać ją jeszcze bardziej. Interesowały nas nie tylko rekordy życiowe, ale też treningi. Okazało się, że znajoma z różnych względów nie trenowała regularnie. Chciała biegać coraz szybciej, tak jak jej koleżanki, ale jednocześnie nie robiła tego co one. Zrozumiała, że ma wybór, albo zasuwać jak inni, albo mieć pretensje do świata.

Nie słuchaj więc biegowych guru zakazujących porównywania. To kopalnia wiedzy o tym co robić lepiej, jakie błędy mogłeś popełnić na treningach albo zawodach, a także ocean pozytywnej inspiracji do dalszej pracy nad sobą.

Mógłbym tak pisać dalej, ale muszę lecieć na trening. Znajomi trenują aż miło, ja też powinienem, skoro chce mieć taką radochę z dobrych startów jak oni.

 

Fotki pochodzą z unsplash.com. A dokładnie stąd oraz stąd.

  • Myślę, ze gdybym miała się z kim porównywać, robiłabym to bez wahania. A przede wszystkim zapytała go o radę. Musiałby to jednak być człowiek mniej więcej w mojej kategorii, bo naprawdę nie ma sensu, żeby taki ,,biegacz świńskim truchtem” porównywał się z człowiekiem biorącym udział w kolejnym maratonie albo mającym konkretne osiągnięcia. Bardziej logiczne jest chyba poszukanie kogoś na podobnym poziomie co ty, choćby żeby się wzajemnie motywować do wyjścia ze sfery walców drogowych.