Nie taki ten MacBook drogi jak go malują?

Kupujesz MacBooka? To już lepiej sprzedaj nerkę. Albo dwie, bo tam to wszystko drogie – straszą eksperci od komputerów. Zdecydowana większość widziała MacBooka jedynie w sklepie, a i tak głównie przez szybę. Życie z komputerem spod znaku jabłka nie musi oznaczać totalnego wysuszenia konta bankowego. Sprawdziłem na sobie.

Od lata 2016 r. jestem szczęśliwym posiadaczem MacBooka Air (model podstawowy 13 cali, 8 GB RAM i inne takie). Kupiłem, gdy cena zeszła niewiele poniżej 3800 zł, ale w większości sklepów był do wzięcia za 500 – 700 zł więcej. Wiem, za darmo nie dali, ale co dostałem w zamian?

ŚLICZNY

No wiem, bardzo „geekowy” argument, ale co ja poradzę na to, że Air bardzo mi się podoba i kręci prawie jak Eva Green. Seksowny jest nie tylko wygląd, ale to jak jest poukładany. W końcu mam komputer, który działa. Wcześniej pracowałem na Windowsach oraz Ubuntu i cóż, ciągle powtarzały się sytuacje, kiedy coś nie chciało działać. Buntowały się sterowniki karty graficznej, znikało wi-fi, komputer nie widział drukarki albo myszki, bądź postanawiał cieszyć moje oczy niebieskim ekranem. Tu wszystko od pierwszej sekundy jest na miejscu i działa. Niby oczywista sprawa, ale po latach z innymi systemami cieszy jak diabli.

NIE TAKI „EMEJZING”

No ponoć MacBook to sprzęt dla kreatywnych. Kiedy czytałem niektóre recenzje to odnosiłem wrażenie, że ten komputer wystrzeli mnie w kosmos. Napisze teksty na trzy blogi, super powieść i scenariusz na serial dla HBO.

A jak było?

Na początku całkiem romantycznie. Kilka nocy spaliśmy razem wtuleni w siebie, szeptaliśmy sobie czułe słówka i planowaliśmy wspólne życie. Nadal mam zwyczaj go głaskać i pieścić, ale jakiegoś wpływu ani na kreatywność, ani na przyrost mocy twórczych to on niestety nie miał. Co więcej, jego pojawienie zbiegło się w czasie z moją największą zapaścią twórczą. I co z tego? Ano nic. To tylko sprzęt, który nie odwali za mnie całej roboty.

O KLAWISZ OD ROZPACZY

Nie wszystko jednak poszło gładko i sprawnie. O dziwo, największy problem miałem z klawiaturą. Jest bardzo miła w dotyku, opcja podświetlania to też fajny bajer, ale jednej rzeczy nie umiałem przeskoczyć.

Polskie znaki. Na macu Alt jest trochę inaczej położony niż na maszynach z Windowsem. Od spacji oddziela go jeden mały przycisk. Niby mało, ale ja przez tygodnie nie mogłem się do tego przywyczaić. Nie szło i już.

Nie miałem za to najmniejszych problemów z przywyknięciem do braku BACKSPACE. Naczytałem się wiele na temat jaka to wiocha, że w maki tego nie mają. Mają za to skrót fn+delete, który zastępuje ten klawisz. Przywykłem do tej opcji w minutę.

MAGIA DOTYKU

Skoro już mowa o szybkiej nauce, koniecznie muszę wspomnieć o kosmosie jakim jest gładzik. Obsługa komputera za jego pomocą to sama rozkosz. Można nim robić wszystko, przez co pomysł zakupu myszki staje się jakąś totalną, bezsensowną abstrakcją. Gesty są tak oczywiste, że praktycznie nie trzeba korzystać z poradników.

Najlepiej o magii gładzika w macu można przekonać się gdy człowiekowi na chwilę przyjdzie usiąść przy laptopie napędzanym Windowsem. Tam wszystko odbywa się tak koszmarnie topornie, że aż szkoda o tym wspominać.

WSZYSTKO CO TRZEBA

MacBook po zakupie od razu nadje się do pracy. Masz na nim także applowski pakiet biurowy. Jako przyszły imperator blogosfery najwięcej czasu spędziłem korzystając z edytora tekstu. Pages może i nie mają sexy designu, wypasionych opcji, ale są stabilnym programem, który z powodzeniem nadaje się do wystukiwania kolejnych tysięcy słów.

Podobnie mają się sprawy z pozostałymi programami biurowymi, które czekają na nas na macu, zaraz po zakupie. To naprawdę solidne narzędzia, których nie trzeba od razu zastępować płatnym sprzętem. Poza tym cały czas możemy korzystać z kilku fajnych i dostępnych za free programów.

WRITED

Uciekłem do tego programu z PAGES. To pełnoekranowy edytor tekstów. Wygodna maszyna do pisania, która pozwala skupić się na robocie. Bez wodotrysków czy melodyjek poprawiających skupienie i kreatywność, ale nie po to go mam.

Działa i już. Mam przed sobą wielki jasny ekran, a to ile pojawi się na nim znaków, zależy już tylko ode mnie.

Można dokupić do niego płatne rozszerzenia. Za 2,99 euro WRITED łaskawie będzie konwertował pliki do formatów wordowskich, RTF, ODF, a za kolejne 2,99 pozwoli na tworzenie PDFów. Fortuna to to nie jest, ale chwilowo nie odczuwam żadnej potrzeby, aby korzystać z tych udogodnień.

SPARK

To na nim czytam i odpisuję na Twoje maile.

Spark w porównaniu pocztą dostępną na macu od chwili zakupu jest jak piwo rzemieślnicze przy wygazowanym koncerniaku. Nie dość, że działa jak trzeba, to jeszcze cieszy zmysły. Czyli ładnie wygląda. Poza tym, stara się ułatwić mi życie i sam kataloguje przychodzące maile. Dzieli na korespondencję prywatną, newslettery itd. Wiadomości mogę nie tylko kasować albo przenosić do archiwum. Cudowną opcją jest opcja snooze. Dzięki niej mogę uśpić wiadomości do czasu, kiedy będę miał czas się nimi zająć. To bardzo przyjazna funkcja pozwalająca utrzymywać wymarzony stan jakim jest inbox zero.

EVERNOTE

Znam od dawna, ale tak naprawdę z tego programu solidnie zacząłem korzystać od chwili zakupu jabłkowego komputera. Doskonale integruje się z całym systemem i staje się kapitalnym notesem, niezwykle pomocnym w pracy i blogowaniu. Tam spisuję pomysły na teksty, rozpisuję ich główne wątki, notuję jak poradzić sobie z zadaniami w robocie czy zapisuję ciekawe materiały do wykorzystania. Wszystko w ramach bezpłatnego pakietu, który doskonale odpowiada moim potrzebom.

TODOIST

Także za darmo korzystam z planera zadań. Pisałem o nim już wcześniej na blogu w tym miejscu. Teraz dodam tylko, że Todoist dostępny na MacBooka sprawuje się doskonale i zachęca nie tylko do systematycznej współpracy, ale także do skorzystania z opcji premium. W końcu czym jest wydatek ok 100 zł rocznie wobec możliwości pełnej integracji z innymi aplikacjami, w tym z kalendarzami?

 

SIMPLEMIND FREE

Przejście na maca zbiegło się w czasie z początkiem korzystania z map myśli. Teraz, po kilku miesiącach korzystania z tego narzędzia, trudno mi uwierzyć, że wcześniej go nie znałem. To fajna sprawa gdy trzeba pomyśleć nad różnymi problemami, poszukać rozwiązań lub znaleźć inspirację. Ludzie, to naprawdę działa.

Korzystam z wersji bezpłatnej SimpleMind. Na razie producent nie przekonał mnie do tego, aby zainwestować ok. 30 euro w wersję wypasioną. Free doskonale spełnia swoje zadania.

1PASSWORD

Zacząłem korzystać kilka godzin po zakupie MacBooka. Nie jest darmowy, ale jest niezastąpiony. Program, który ostatecznie uwolnił mnie od cholernego dylematu: jakie ja tu miałem hasło. Zapamiętuje za mnie loginy, hasła i dobrze chroni przed złodziejami. Co więcej, wszystkie dane sam uzupełnia i ładnie porządkuje. W końcu tworząc hasła dostępu mogę puścić wodze fantazji i wklepywać cudowne frazy takie jak: eetxds3@)$jdX!!08bvf&5-0 i nie przejmować się, że kiedyś o nich zapomnę. Ten program robi to za mnie.

PODSUMOWANIE

Te kilka programów postawionych na wyjątkowo stabilnym system sprawiają, że praca na MacBooku jest samą przyjemnością jakiej nie dane było mi zaznać zarówno na Windowsie jak i na Ubuntu. Nawet przez sekundę nie żałowałem wydanej kasy.

Dzięki temu komputerowi zyskałem coś bezcennego: święty spokój i radość z pracy.

PS. Kusi mnie, żeby wypróbować BLOGO – dostępne za darmo. To edytor i maszynka do publikowania tekstów na blogu w jednym. Ale o tym innym razem.

  • Prawie mnie namówiłeś, ale to wciąż za mało, by mnie przekonać 🙂

  • Kupię, kupię… Ale jeszcze nie wiem kiedy. Zwłaszcza, że kusi mnie coś bardziej Pro niż Air ze względu na foto/video…

  • Mój biedny laptop zapewne niedługo wyzionie ducha, ale jak znam życie, po urządzeniu mu pogrzebu pójdę do pierwszego lepszego sklepu i poproszę o ,,małego laptopa na którym da się pisać” i i tak będę zadowolona 😀 Dzięki temu, że nie znam tych super opcji i nigdy nie dotykałam sprzętu z wyższej półki niż mój mam małe wymagania i lepiej niech tak zostanie – jeżeli będę pracować w zawodzie, którego teraz się uczę a który wymaga ciągłego siedzenia przed komputerem, to zastanowię się nad czymś lepszym, ale póki co nie chcę mnożyć potrzeb…

  • MacBook to najlepszy komp na jakim pracowałem. Prywatnie używam mocno zużytego MBP, a służbowo jakąś plastikową Toshibę, która mnie mocno wnerwia. Przymierzam się do zakupu MBA.