Ta jedna rzecz, do której mnie nie zmusicie

Chcecie wiedzieć co się wydarzy w 2017 roku? No to ja wam nie powiem, sroki. Powiem za to co z pewnością nie spotka mnie w moim biegowym roku 2017. Na zachętę dorzucę kilka rzeczy, na których bardzo mi zależy.

Mam kolegę Piotra. Kolegę bardzo sympatycznego i uczynnego. Niestety niektóre nasze konwersacje są do bólu powtarzalne.

– Biegniemy – zagaduje Piotr, po czym wrzuca link do jakiegoś biegu po górach.

– Nie – odpowiadam i dyskusja zdycha.

Nie pobiegnę w najbliższych latach żadnego biegu w górach i żadna galopująca moda mnie do tego nie zmusi.

SZKODA ZDROWIA I KASY

Nie czarujmy się. Biegam dla przyjemności, a największą przyjemność sprawia mi jeśli raz na jakiś czas zrobię coś na maksa dobrze, udowodnię sobie, że stale się rozwijam i idę do przodu.

Biegam, bo lubię, choć niekoniecznie zostałem stworzony do tego sportu. Jestem za wysoki, za ciężki, a co gorsze moje miękkie stawy i kości tylko proszą się, aby znowu zrobić im jakąś krzywdę.

Bieg w górach i przygotowania do niego mogą być dla mojego zdrowia jak kopniak, który niekoniecznie doda energii, ale dotkliwie mnie pogruchota.

Powiesz, że mogę spróbować polecieć na luzie? Ale jaki sens ma robić coś na pół gwizdka? Ja bym nie umiał trochę biec, a trochę cieszyć się widokami, zatrzymywać się na zjedzenie kanapki, albo pogaduszki.

Do zawodów w górach zniechęca mnie jeszcze jedna sprawa. Koszt całej zabawy. Opłata startowa w tegorocznym Rzeźniczku to 140 – 180 zł. To koszmarnie dużo jak na możliwość przebiegnięcia 28 km po górach. Ale, że chętnych nie brakuje to i ceny są takie jakie są.

OPERACJA WARSZAWA

To, że odpuszczam człapando po górach nie znaczy, że rezygnuję z biegania w ogóle. O ile zdrowie pozwoli do chcę biegać jeszcze więcej i szybciej. W pierwszym półroczu najważniejszą imprezą na mojej liście startowej będzie Półmaraton Warszawski. Rok temu zaliczyłem w stolicy swój debiut na 21 km i zadurzyłem się po uszy w imprezie. Tłum ludzi zakochanych w bieganiu, wspaniała organizacja, a na dodatek możliwość swobodnego pobiegnięcia przez samo serce Warszawy… dla takich chwil chce się starować.

Nie czarujmy się. Chciałbym w tym roku pobiec w Warszawie znacznie szybciej niż w 2016 r. Cel to 1:39:59. Nie wiem jednak czy przez ostatnie kłopoty ze ścięgnem Achillesa będzie on w ogóle do wykonania.

42 KM

Druga połowa będzie podporządkowana debiutowi w maratonie.  Z kolegą Piotrem upatrzyliśmy sobie start w  Koszycach (dokładnie to on upatrzył tę imprezę, a ja się łaskawie zgodziłem na start). Jeszcze nigdy nie przebiegłem maratonu. Jak o tym myślę to mam gęsią skórkę i dopada mnie niepokój. Ten dystans to nie przelewki. Wiem jak okrutne mogą być konsekwencje błędów popełnionych na początku trasy, wiem jakie mordercze czekają mnie przygotowania, ale co tam. Mam tylko siedem żyć, nie ma co ich oszczędzać.

Nie wiem czy wiesz, ale koszycki bieg to najstarszy maraton w Europie, to kawał historii zmagania się człowieka z morderczym dystansem 42 km. Biegacze zjeżdżają do Koszyc od 1924 roku. Miło będzie być niewielką częścią tej historii, a przy okazji pobiegać sobie po pięknym mieście i okolicach.

Nie byłbym sobą gdybym nie miał marzeń związanych z czasem w jakim chciałbym pojawić się na mecie. Celuję w zejście poniżej 4 godzin. Co z tego wszystkiego wyjdzie, będę wiedział za jakiś czas. Na razie mam jednak mocne postanowienie bycia silnym i zdrowym. Nie wiem tylko jak rzeczywistość od niesie się do moich planów.

JAK TO WSZYSTKO ZROBIĆ

Nie będę się głowił nad tworzeniem planów treningowych. W tej materii mam pełne zaufanie do Pawła Wysockiego lubelskibiegacz.pl. On będzie kombinował jak mam ćwiczyć i co robić, a ja jedynie będę trzymał się jego rozpisek. Dotychczas system działał znakomicie i nie zamierzam go zmieniać.

Planuję ułatwić życie swoim mięśniom i trochę się odchudzić. Do marca moja waga startowa powinna osiągnąć około 90 kg, czyli o jakieś siedem mniej niż w tej chwili.

Dam radę to wszystko zrobić?