SZOK: ZOBACZ ILE CZASU MOŻNA IŚĆ PO WODĘ!

Idziesz napić się wody. Normalnie wstajesz od kompa czy zostawiasz komórkę i idziesz. Idziesz. Przez dwie godziny, bo tyle masz do najbliższego kranu. Co gorsza, droga prowadzi przez paskudną okolicę i nie wiesz czy zdołasz wrócić cały i zdrowy. Brzmi nierealnie? Taka jest niestety rzeczywistość dla milionów ludzi na świecie.

W takiej sytuacji są tysiące ludzi w Afryce. Dla nich bliskość wody to luksus, o którym mogą tylko pomarzyć. Muszą wędrować kilometrami dźwigając ważące kilogramy baniaki. Ten piekielny wysiłek może pójść na marne. Nigdy nie mają pewności czy wyprawa po wodę nie będzie ich ostatnią drogą. Napady, gwałty, zabójstwa to niestety  chleb powszedni w wielu rejonach Afryki. Właśnie im przychodzi z pomocą Polska Akcja Humanitarna. Ich pomoc może być skuteczniejsza dzięki Tobie, a moim zadaniem jest namówienie Ciebie do wsparcia. Dlaczego to robię? Już wyjaśniam.

WEZWANIE

Były ponury styczniowy dzień. W kalendarzu zbliżał się Blue Monday, było smętnie i depresyjnie, a marazm wychodził ze wszystkich kątów. Właśnie rozważałem czy nie skasować bloga i zająć się czymś innym, choćby nawet miało to być tępe gapienie się w okno i celebrowanie beznadziejności świata. Wtedy przyszła ona, wiadomość na FB.

„Dzień dobry, reprezentuję (…) agencję reklamową, która w ramach współpracy pro bono wspiera teraz Polską Akcję Humanitarną w wypromowaniu charytatywnej ścieżki biegacza w trakcie Półmaratonu Warszawskiego, który odbędzie się 31.03, a konkretniej – wsparcie ich drużyny. (…)

PAH w trakcie tej akcji zbiera fundusze na swoje działania związane z wodą – a konkretniej dostarczeniem jej dla najbiedniejszych w Afryce.  Biegając z PAH zapewniasz dostęp do czystej i bezpiecznej wody tam, gdzie jest ona najbardziej potrzebna!

Pytanie czy Zdolny ale leniwy planuje się przemóc i wziąć udział w tym półmaratonie, a jeśli tak, to czy chciałbyś pobiec właśnie dla PAH?”

JESTEM GOTÓW

Przemóc się czy nie przemóc. Pierwsze myśli były czyste jak górski potok: „weź coś napisz na odwal się, przecież nigdy nie zbierzesz nawet dychy”. Po chwili w głowie pojawiły się inne i jakiś głos, a może by tak spróbować zrobić coś dobrego? Okazja sama pcha się w dłonie. Jedyna strata to najedzenie się wstydu w przypadku porażki zbiórki, znikniesz, nie pobiegniesz, a ludzie o tobie zapomną. Zawsze przecież zapomina się o tych, którzy nic nie zrobili i niczego nie osiągnęli.

Wchodzę w to – powiedziałem.

Byłem naprawdę dumny z siebie. Cieszyłem się jak dziecko, że mam szansę namawiać innych do zrobienia czegoś naprawdę dobrego.

ILE KOSZTUJE STUDNIA?

Wtedy wydawało mi się, że zdobycie 350 zł, bo tyle potrzeba, abym mógł pobiec w półmaratonie będzie piekielnie trudne. Dzięki części z Was okazało się, że poszło bardzo sprawnie. Daliście czadu. Dostałem maila, że mam już pewny start w barwach PAH.

Cały czas czytałem o działalności PAH w Afryce i im więcej wiedziałem tym bardziej robiło mi się smutno. Tam jest nieprzebrane morze potrzeb, rzeczy, które trzeba zrobić teraz, a najlepiej jeszcze wczoraj.

Tylko w Sudanie Południowym 5,6 miliona ludzi nie ma zapewnionego bezpiecznego dostępu do wody, a tego, że warunki sanitarne w jakich żyją nie spełniają żadnych norm dodawać nie muszę. Czy tym ludziom można pomagać? A pewnie, wystarczy budować studnie. Koszt uruchomienia jednej to około 50 tysięcy złotych. Tak, 50 000 zł.

Dużo, co nie?

Ale to nie koniec. Dzięki robocie PAH powstają nie tylko nowe studnie, ale remontuje się stare. Do wiosek i obozów z uchodźcami docierają cysterny z wodą, powstają toalety, prowadzone są zajęcia jak dbać o czystość wody i domów. Zadań przybywa każdego dnia, z pieniądzmi jednak tak nie jest. Ich ciągle brakuje.

Dlatego proszę daj, wspomóż tę zbiórkę. Liczy się każda złotówka. Wiem, wiem, każdy tak mówi, ale pewno każdy ma rację. Tu za pieniądze możesz kupić coś co posłuży wielu ludziom, którym przyszło żyć w warunkach, o jakich my Polacy nie śnimy w największych koszmarach. Pamiętasz co się działo jak u Ciebie nie było kiedyś wody. Tak, chodzi o tę wielką awarię, co to trwała wieki czyli kilka godzin. No to teraz wyobraź sobie, że u kogoś ta awaria trwa całe życie. Masz szansę to zmienić. Nawet złotówką, nawet równowartością browara, że o odpowiedniku mega kebaba czy podwójnego hamburgera z frytkami nie wspomnę.

Wiem, że ciągle gadam o pieniądzach, ale w tym przypadku kasa jest cholernie ważna. Ludzie z PAH nie odstawiają lipy i wycisną z każdego zyla, jaki dorzucisz do zbiórki więcej niż przyjdzie nam do głowy, tego akurat jestem pewien.

DRUŻYNA PAH

Jeśli wszystko pójdzie dobrze to pod koniec marca pobiegnę jako jeden z członków zacnej drużyny PAH. Niedawno dowiedziałem się, że nasza wesoła gromadka będzie mieć kapitana. Nie, niestety nie dali mi tej funkcji (może następnym razem). Wybrali za to takiego pana z telewizji, co to nazywa się Maciej Kurzajewski i nie dość, że pojawia się na ekranie to zdołał też przebiec maratony rozgrywane na 7 kontynentach. Takich jak on jest raptem 400.

MOJA DROBNA OFIARA

Kiedy zdecydowałem się przyłączyć do ekipy PAH obiecałem, że jeśli uda mi się zebrać chociaż 350 to nie tylko pobiegnę półmaraton na wiosnę, obiecałem też, że jesienią zaliczę maraton. Skończę skubańca i będę się uśmiechał na mecie. Jeśli wiesz co myślę o maratonach i jak czułem się po swoim pierwszym (i jednocześnie tym, który miał być ostatnim) to może docenisz moje poświęcenie. Wtedy byłem pewien, że już nigdy więcej. Później przyszła propozycja wsparcia PAH. Zdecydowałem się przeżyć ponownie maraton, jedno z totalniejszych doświadczeń, o którym chciałem opowiadać wnukom i straszyć je nim kiedy będą niegrzeczne.

Jesienią pobiegnę 42 km. I wiesz, czego żałuję? Mogłem powiedzieć, że wystartuję w maratonie przynajmniej jak uzbiera się chociaż tysiaczek, albo jeszcze lepiej dwa.

Więc mam prośbę. Dorzuć do tej puli jeszcze kilka złociszy. Pomożesz ludziom, którym tak naprawdę nikt inny pomóc nie raczy, a przy okazji osłodzisz mi maratońską katorgę.

Będę leciał wiedząc, że biegnę, a gdzieś tam w Afryce dzięki dobremu człowiekowi, takiemu jak Ty, dzieje się dobro i żyje się choć ciut łatwiej.

Wejdź tu.

PS. Mam nadzieję, że wybaczysz clickbaitowy tytuł. Zwykle za nimi nie przepadam, ale bywają takie momenty, kiedy każdy sposób na zwrócenie uwagi się liczy.

Fot.  Imani z Unsplash