Sześć rzeczy, które zyskałem dzięki dobrej kawie

Piję. Piję codziennie i nie mam ochoty przestać. Pokochałem ziarna z segmentu speciality. Po pół roku folgowania temu uzależnieniu nadszedł czas podsumowania. Czy kawa mogła coś zmienić w życiu?

CHWILA SAMEGO SIEBIE

Nie da się ukryć, świat jest szalony, gna przed siebie jakby od tego zależało jego istnienie i ciągnie nas za sobą, bez względu na to czy mamy na to ochotę, czy też nie. Dlatego cenię sobie chwile wytchnienia, kiedy mogę przestać gonić, zatrzymać siebie i swoje myśli. Być tylko tu i teraz, cieszyć się chwilą.

Niestety czasem trudno o takie momenty. Jest jednak na to sposób: przygotowywanie kawy. To taki mały, ale potężny rytuał. W jego trakcie wszystko się zatrzymuje, a ja robię tylko to, co w tej chwili istotne. Kawę.

Odważenie ziaren, mielenie, ułożenie filtra w driperze, odmierzanie odpowiedniej ilości wody i w końcu pochylenie się nad filiżanką aromatycznego nektaru. To są bajeczne chwile wytchnienia, ciszy i spokoju. Nieważne co się za moment wydarzy. W tej chwili jestem krynicą spokoju.

Wszyscy mówią, że kawa pobudza. Zapewne tak. Mnie jednak znakomicie pomaga nabrać dystansu, zatrzymać się i przewietrzyć myśli. Robienie i picie kawy stało się bezcennym obrzędem, chwilą na medytację. Na stałe wpisały się w układ mojego dnia i szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie bez nich życia.

NOWE ZNAJOMOŚCI

Kawa ma taką samą moc jak każde inne hobby. Pozwala uzależnionym świrom bez końca gadać na temat ich uzależnienia. Co więcej, wszyscy są szczęśliwi, bo jedni mogą katować innych opowieściami na temat swojego pierdolca, a ci są szczęśliwi, bo słuchają tych opowieści z przyjemnością. Dom wariatów, ale taki bez krat i zamkniętych drzwi. Wszyscy siedzą na własne życzenie i nikt nie ma ochoty uciekać.

Z kawą jest podobnie. Nigdy nie wiesz kiedy natrafisz na kawosza, z którym będziesz mógł pogadać. Takich sytuacji miałem już całkiem sporo, a jestem bardzo początkującym coffeemaniakiem. Choć sam jestem z natury mrukiem, to muszę przyznać, że nie żałuję ani sekundy przegadanej z innymi miłośnikami kaw. Mam nadzieję, że trafię na jeszcze wielu takich ludzi.

ZDROWY KOP

Kofeina w kawie daje kopa. Wow. Warto było wejść na tego bloga, aby przeczytać takie odkrywcze stwierdzenie.

Nie każdy jednak wie, że kawy z kategorii specialiity (to na ich punkcie kilka miesięcy temu oszalałem) są znacznie bardziej wartościowe od popularnych rozpuszczalnych czy plujek. Nie oszukujmy się, kawa rozpuszczalna nawet z najbardziej eleganckim opakowaniu nie pochodzi z najdoskonalszych ziaren. Co więcej, jest w niej znacznie mniej kofeiny niż w kawie przygotowanej z wysokogatunkowych ziaren.

STATUS HIPSTERA

Zostałem hipsterem. No, może nie oficjalnie i nie z głębi serca, ale jednak. Nie zmieniłem stylu ubierania, nie kupuję ciuchów w Berlinie, ale kilka osób słysząc o mojej miłości do kawy stwierdziło, że to „hipsterka” albo ze znikomą dozą sympatii rzuciło „Boże, co za hispter z ciebie”. W zasadzie nie wiem czy to dobrze czy źle, ale przyjąłem ich ocenę ze spokojem. W końcu zawsze mogli nazwać mnie inaczej. Nawrzucać od snobów, nadętych buców goniących za modą, bądź zboczeńcem rozkochanym w małych i brązowych ziarenkach.

Czego by nie powiedzieli to i tak nie zmartwiłbym się tym tylko zapił ich mądrości kolejną filiżanką kawy.

SZKOLENIE SENSORYCZNE

Każda filiżanka jest jak obcowanie ze sztuką. Stajesz przed obrazem i zaczynasz myśleć co tam się dzieje, dlaczego, oceniasz kompozycję, co też może się kryć za tym co masz przed sobą. Z dobrą kawą jest podobnie. Zaczynasz pić i się zaczyna. Oceniasz kompozycję. Zgadujesz co też tam może być, „siedzieć”. Rozpoznajesz nuty zapachowe, czasem odkrywasz nowe, niezwykłe, niekiedy nie możesz znaleźć tych doskonale znanych. W końcu uczysz się człowieku rozróżniać zapach truskawki od porzeczki i inne aromaty, które wcześniej znałeś, ale nigdy nie czułeś w czasie picia kawy.

Zabawa w wąchanie kawy jest tyleż zabawna co stresująca. Pamiętam jak spędziłem kiedyś długie i intensywne minuty na jedną filiżanką, próbując za wszelką cenę wywąchać wszystko co w niej siedzi. Po 15 minutach byłem pewien, że jest tam aromat śliwki i jakieś słodkie cytrusy. Zachwycony popatrzyłem na opis kawy w sklepie, a tam wyczytałem, że nie wywąchałem nawet połowy tego co w tej kawie siedzi. Przez chwilę chciałem skończyć z tym hobby, rzucić się z Empire State Building albo pójść na pielgrzymkę do Kambodży. Bo jak to możliwe, że ja, kawiarz, kawy nie rozpoznałem w stu procentach? Ale szybko mi przeszło i zrobiłem sobie jeszcze jedną. A później następną. I tak do dzisiaj.

WIEDZA O ŚNIADANIU

Przez wiele lat żyłem w przeświadczeniu, że śniadanie jest najważniejszym posiłkiem. Bez niego ani rusz. Rozkręca metabolizm, daje energię na część dnia i inne takie.

Mogłem spóźnić się do roboty, przegapić przelot komety czy spotkanie z Elvisem, ale śniadanie musiałem zjeść. Do czasu. Teraz może nadal uważam śniadanie za ważne, ale już wyjdę bez niego z domu. Nie wyjdę bez kawy.

Przekonałem się o tym kilka razy. Prawie zaspałem do roboty, mało czasu do wyjścia i decyzja: co robić śniadanie czy kawę. Od kiedy piję dobre kawy, śniadanie zawsze przegrywa. Jak się okazało nie jest już takie niezbędne.

Foto. 1, 2, 3 UNSPLASH