STRIPTIZ NA TRASIE BIEGU I INNE PRZYJEMNOŚCI

Chociaż padało, wiało w gębę i było więcej niż zimno to razem z setkami innych ludzi zrobiłem to. Przebiegłem ostatnie w tym roku zawody MILA NA START. Czas podsumować sam start i cały cykl.

Biegacz to ma przechlapane. Coraz częściej trudno zdecydować się na to w jakich zawodach człowiek chce wystartować. Imprez przybywa, a czasu i kasy niekoniecznie. Do grona nowych imprez w tym roku dołączył cykl #biegnijlublin. Tworzy go osiem różnych imprez biegowych i biegowo rowerowych, wśród których znalazły się cztery biegi Mila na Start – czyli zawody na 5 mil (niewiele ponad 8 km).

Ponieważ ostatni raz swoją formę widziałem oglądając zdjęcia z wiosny to wiedziałem, że na tym biegu nie warto się zabijać. Nic dobrego i tak z tego by nie wyszło. Nie miałem innego wyjścia i start potraktowałem jako naprawdę mocny trening. Planowałem sobie, że polecę te 8 km jako bieg z narastającą prędkością.

W niedzielę obudziło mnie nawalanie deszczu o parapet. Sprawdziłem temperaturę. Było tylko 6 st C. Postanowiłem zrobić sobie dobrze: zjadłem śniadanie i wypiłem kawę (ziarna z Kenii). Od razu poczułem się szczęśliwszy. Ufnie sprawdziłem pogodę. Dalej padało, a temperatura spadła do 5 st C. Straciłem nadzieję na meteorologiczny cud i ruszyłem na stadion. Na miejscu zagnieździłem się pod dachem i odmierzałem czas do startu.

CZAS SIĘ RUSZYĆ

Dopiero na kwadrans przed zacząłem rozgrzewkę. Kilkanaście minut człapania w kroplach deszczu i pojawiłem się na starcie. Chwila czekania i poszliśmy.

Leciało się przyjemnie. Szybko zaliczyłem chyba wszystkie możliwe głębokie kałuże i już po kilometrze w butach miło chlupotało. Tempo biegu sprawiło, że mimo paskudnej pogody było mi naprawdę ciepło. Chustka z głowy powędrowała do kieszeni, ale to nie pomogło, bo po chwili zrobiło się naprawdę gorąco. Biegnę i oczom nie wierzę. Biegaczka przede mną zasuwa ostro i w trakcie zdejmuje koszulkę, bluzę i zostaje w staniku. Aż człowiekowi ręce same złożyły się do oklasków. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Przebieranie szybko się skończyło. Biegaczka założyła koszulkę i biegła dalej już szczelniej okryta.

Po pierwszych trzech kilometrach przyśpieszyłem delikatnie. Po kolejnych trzech zrobiłem to samo, ale tym razem żywsze przebieranie nogami kosztowało mnie trochę energii. Rzęziłem radośnie co chwilę, raz czy drugi musiałem przeganiać myśli o zwolnieniu i odpuszczeniu, ale jakoś wytrzymałem. Wpadłem na stadion i przyklejony do wewnętrznej leciałem do mety. Doleciałem. Później medal, banan, fota, szama, gadki ze znajomymi i do domu. To były fajne zawody.

PODSUMOWANIA

W tym sezonie zaliczyłem trzy biegi z cyklu MILA NA START. Więcej nie dałem rady przez kontuzję. Nie będę ukrywał, że na początku do tych zawodów podchodziłem jak pies do jeża. Krzywiłem się na dystans, bałem się jak wypadnie organizacja, aż przyszedł czas pierwszych zawodów i zostałem oczarowany. Organizacja, dobór tras – wszystko było tak jak być powinno.

MILA NA START ma jeszcze jeden miły dla mnie element. Zawsze start i meta znajdują się na nowym lubelskim stadionie lekkoatletycznym, który nie tylko cieszy oko, ale także leży kilkaset metrów od mojego domu. I niby jak ja mam nie lubić tej imprezy?

Nie wiem czy w przyszłym roku cykl MILA NA START ponownie zagości w biegowym kalendarzu Lublina. Mam jednak szczerą nadzieję, że tak się stanie. Biegacze zasługują na duży wybór imprez, a wybiorą sobie sami te, które najbardziej im odpowiadają. Ja będę stawiał na MILĘ.

Przy okazji kolejnej edycji mam tylko jedno ciche pragnienie. Marzy mi się, aby choć jeden z biegów był rozegrany w nocy. Mamy zimową nocną Dychę do Maratonu to dlaczego nie możemy mieć wiosennej albo letniej Mili? Mam nadzieję, że amatorów nocnego biegania po mieście byłoby naprawdę dużo. To byłaby fajna okazja na promocje nie tylko zawodów ale i miasta.

GENERALKA DLA WYBRANYCH

Kiedy pisałem ten tekst właśnie pojawiła się klasyfikacja generalna cyklu #biegnijlublin i jest ona największym minusem całej imprezy. Organizatorzy uznali, że do zestawienia mogą trafić tylko te osoby, które ukończyły aż 5 z 8 imprez z tego cyklu. Efekt? Na liście znalazło się raptem 25 osób. Trochę dziwnie to wygląda i obniża nieco rangę imprezy. Fajnie byłoby móc zobaczyć się w tym zestawieniu nawet jeśli wystartowało się chociaż raz. Mam nadzieję, że w kolejnej edycji zasady układania generalki ulegną zmianie.

To jednak jedyny minus. Nie będę ukrywał, że już teraz zapisałbym się na kolejną milę. 😉