Piwna mila: bo pić to trzeba umieć

Co powstanie z połączenia dwóch rzeczy, które uwielbiasz robić? Myślisz, że trzecia, która sprawi ci jeszcze większą przyjemność? No, nie do końca.

Jak pewno wiecie, lubię biegać. Mistrzem świata w sprintach, przełajach ani na długich dystansach nie będę, ale truchtanie sprawia mi kapitalną przyjemność. Uwielbiam też raczyć się dobrymi piwami i na tym punkcie też jestem nielicho zakręcony. Kiedy dowiedziałem się, że w Lublinie odbędzie się piwna mila to wiedziałem, że muszę wziąć w niej udział. Byliśmy sobie pisani.

Z czym to się je

Piwna mila to bieg na 1600 metrów. W jego trakcie uczestnicy muszą wykazać się nie tylko talentem biegowym, ale także umiejętnością wchłania piwa. Zawodnicy na przemian piją i biegają. Trzeba pochłonąć cztery browary oraz przebiec cztery razy po 400 metrów. Pomyślisz, że to nic prostszego?

Do zawodów pochodziłem z marszu. Nie piłem na czas, nie trenowałem pokonywania krótkich dystansów. Nie bardzo wiedziałem, jak może wyglądać profesjonalne przygotowanie do takiej konkurencji. Podświadomie czułem, że każda sesja treningowa może kończyć się porannymi bólami głowy i suchością w ustach. Nie miałem ochoty na doświadczanie syndromu dnia wczorajszego.

Trema debiutanta

Na starcie zameldowałem się prawie w ostatniej chwili. W ramach rozgrzewki przeleciałem prawie 3 km. Pić chciało mi się diabelnie. Celowo suszyłem się od kilku godzin. Nie piłem nic, nawet w czasie mycia rąk starałem się nie patrzeć na wodę. Wszystko po to, aby piwo miało jak najwięcej miejsca.

Z sekundy na sekundy narastało napięcie. W koszulce Piwnego Lublina czułem, że nie mogę przybiec ostatni. W końcu padło komenda: start i jak wszyscy złapałem za browara. 0,33 poszło sprawnie i już leciałem swoje pierwsze 400 metrów. Nie biegłem na maksa. Na tym odcinku wiele osób wyprzedzało mnie. Trzymałem się swojego tempa wiedząc, że na początku nie można się zarzynać.

Kolejne 0,33 litra piwa i znowu bieg. Na razie nie było żadnych problemów.

Trzecie i picie przychodziło mi coraz trudniej. Musiałem robić przerwy, żeby wyrównać oddech. Wlałem w siebie wszystko i wybiegłem. Z każdym krokiem z brzucha dolatywało mnie głośne przelewania się piwa. Mimo to starałem się nie zwalniać. Wyprzedzałem coraz więcej osób. Chlupocząc myślałem, jak dam sobie radę z ostatnim piwem. Czułem narastające przerażenie.

Ostatnia butelka

Złapałem ją i marzyłem, aby była niedolana. Niestety była pełna. 0,33 litra męki. Szczęśliwie jakoś to zmieściłem i wyruszyłem w na ostatnią 400 metrową pętlę. Po wypiciu czwartej butelki miałem w sobie już ponad litr płynów. Czułem się przedziwnie. Zupełnie jakby środek ciężkości przesunął mi się w jakąś dziwną stronę. Do tego jeszcze dochodził potężny chlupot z żołądka. Ale znowu wyprzedzałem. Do mety zostało mi jeszcze 200 metrów kiedy nagle facet, którego chwilę wcześniej mijałem przemknął koło mnie jak kenijski maratończyk. Nie miałem szans nawet podjąć z nim walki.

Już na mecie spytałem go o sekret jego mocy. – A, ulało mi się – odpowiedział. Faktycznie, bez balastu zasuwał dużo szybciej.

Meta!

Dobiegłem 16. Czas 10:54 minut nie zapisze się w historii tej dyscypliny. Dodam tylko, że rekord świata wynosi poniżej 5 minut. Nie wiem i nie chcę wiedzieć jak można było tego dokonać.

Na mecie wreszcie można było napić się piwa bez konieczności biegania i spokojnie przeanalizować przebieg wyścigu.

Lubelska piwna mila to dziecko Krzyśka Bielaka RunVenture Biegowa Przygoda  i Juliusza Bielaka z Browaru Domowego Bestiariusz. To Juliusz uwarzył piwo, które piliśmy w trakcie wyścigu. Niestety, tempo spożywania nie pozwoliło docenić jego uroków. Zapamiętałem, że było lekkie, przyjazne i subtelnie goryczkowe.

Szacun

Organizatorzy wykonali kawał profesjonalnej roboty. Wszyscy uczestnicy dostali pakiety startowe z numerami i butelką piwa, a po zawodach pamiątkowy medal. W trakcie zawodów działał profesjonalny pomiar czasu. Na najlepszych czekały naprawdę fajne nagrody. Panowie jeszcze raz czapki z głów. Było wspaniale!

Choć nie ukrywam, że na co dzień będę starał się rozdzielać moje dwie wielkie miłości jakimi są dobre piwo i bieganie. Piwna mila to było doświadczenie miłe choć momentami ekstremalne.

Kliknij i zobacz co się później dzieje z człowiekiem.

IMAG1822-ANIMATION

Oficjalne wyniki