Paczka doszła! To nic, że okradziona

Zawsze wydawało mi się, że w dostarczaniu przesyłek chodzi nie tylko o to, żeby paczka dotarła do adresata. Równie istotne jest także, aby nikt jej nie obrobił. Myliłem się.

Z błędu wyprowadziła mnie firma InPost. Tak, dobrze kojarzysz, chodzi o tę od tych pięknych, żółtych paczkomatów.

 

Do jednego z nich miała dotrzeć paczka z czterema kawami. Ziarna specjalnie wyselekcjowane, równomiernie wyprażone i doskonale aromatyczne pochodziły z różnych stron świata. Kupiłem je w specjalistycznym sklepie dla kawoszy. Jako sposób dostawy wybrałem InPost.

 

Przesyłka doszła w ciągu 24 godzin. W mroźny wieczór stanąłem przed paczkomatem. Zadowolony wklepałem co trzeba. Otworzyły się drzwiczki jednej ze skrytek. Szybko złapałem za kartonowe pudełko.

 

ZONK

Niestety ktoś otworzył przesyłkę przede mną. Karton był bezczelnie rozdarty. Tak, dobrze czytasz. Pracownik InPost wsadził do paczkomatu otwartą przesyłkę. Co gorsza, w środku brakowało jednej paczki kawy.

Było zimno i ciemno, ale jak to zobaczyłem to myślałem, że trafi mnie jasna cholera i zaleje gorąca krew. I to moja własna.

Stałem jak głupi przed paczkomatem i dumałem: co tu, cholera, zrobić? Widząc kamery inpostowego monitoringu odstawiłem przed nimi spektakl pt: „Widzicie? Paczka otwarta, a w środku są trzy kawy, a nie cztery.”

 

DODZWOŃ SIĘ

Po oskarowej roli złapałem za komórkę i zacząłem dzwonić do InPostu. Było już poźno, ale widocznie tego wieczora na infolinię dzwoniło wielu zadowolonych klientów, którzy chcieli podziękować za dostarczenie paczki. Tylko ja, zły człowiek, dzwoniłem z reklamacją

No to sobie stałem, na mrozie, przed paczkomatem, ze słuchawką przy uchu i słuchałem melodyjki. Po kilkunastu minutach odpuściłem. Nikt nie odbierał.

Minęła chwila, a wkurzenie nie odpuszczało. Znowu wybrałem numer, znowu usłyszałem melodyjkę, ale tym razem postanowiłem czekać do skutku. Wróciłem do domu z telefonem przy uchu, rozebrałem się, nakarmiłem koty, wstawiłem ryż i nagle jest! W słuchawce ktoś się odezwał!

Jakiś pan powiedział, że mogę złożyć reklamację w swoim oddziale (nie miałem ochoty jechać po ciemku na drugi koniec miasta) albo przez stronę internetową. Telefonicznie nie da się i już.

 

SOBIE NAPISAŁEM

Zirytowany siadłem do komputera. Napisałem co miałem napisać, pouczyłem, żeby zabezpieczyli monitoring i… poczułem się jakoś dziwnie. Wcześniej, kiedy chodziło o losy przesyłki, InPost informował mnie o jej każdym ruchu. W przypadku reklamacji zapadła cisza. Nie było żadnych powiadomień, zapewnień, że reklamacja jest bezpieczna i zbliża się do szczęśliwego załatwienia. Musiałem czekać.

 

Po dwóch tygodniach dostałem odpowiedź.

Taką:

 

Jak widzisz dostałem bełkotliwego gniota. Przesłanie jest proste: mam się cieszyć, bo przecież paczka dotarła. No to cieszę się strasznie, bo wiem, że w przyszłości choćby mnie kołem łamali to już nigdy nie będę ufał tej firmie, która nie dość, że stosuje bełkotliwą spychologię, to jeszcze chroni jakąś nieuczyciwą osobę.

 

Z INNEJ PLANETY

Przeczytałem list z InPost czterokrotnie. Za każdym razem nie mogłem pozbyć się wrażenia, że autor pisma nawet nie poznał mojej sprawy, albo pisze z jakiejś innej planety. Czemu zwraca się do mnie per „państwa”? Skoro reklamację złożyłem sam to skąd ta liczba mnoga? Co to jest interwencja wyjaśniająca? I gdzie do cholery jest moja kawa!?

Tekst o odpowiedzialności spoczywającej na operatorze uważam za jeden z zabawniejszych od chwili wynalezienia pisma. Czy jako klient InPostu czuję się najważniejszy? No prawie. Ktoś z InPost ma jednak inne priorytety. Niestety nie jestem tak ważny jak kawa z Kenii, która do mnie nie dotarła.

Ponoć mogę się jeszcze odwoływać od tego bełkotu. Z przyjemnością to zrobię. Chociaż aż boję się co tym razem do mnie napiszą.

Jakieś pomysły?

 

fot. pixabay.com

  • Z inpostu korzystam najmniej jak się da (nie to, że poczta polska lepsza).
    Btw. taki hint, przetestowany tzw. unboxingi nie wzięły się znikąd – nagrywaj cały proces otwierania/odbierania paczki – masz później dowód z którym łosie nie mogą dyskutować. Jak wszystko w porządku kasujesz filmik i po sprawie.

    • Z unboxingiem to super patent, tyle tylko, że człowiek pewnych rzeczy się nie spodziewa. Przynajmniej za pierwszym razem…

      • Oczywiście. Ale zakładam, że nie zrezygnujesz z takich zamówień, a wydaje mi się, że pozwoli Ci to uniknąć w przyszłości podobnych „atrakcji”.

  • Nie odpuszczaj, bo jak znam życie to ta kawa była akurat ta na którą czekałeś najbardziej. 🙂

    • Nie to, że najbardziej. Stało się coś gorszego. To była ostatnia kawa z tego gatunku jaką mieli na stanie.
      A walczyć będę, nie to, że wierzę w zwycięstwo, ale dla zasady…

  • Poziom obsługi klienta w niektórych firmach chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać… Kiedy oni zaczną się uczyć?!

  • Ja to mam cholerne szczęście. Nigdy nikt mnie nie oszukał na allegro, żadna paczka nie dotarła uszkodzona/wybrakowana. Żadna nie zaginęła. Nieprzyjemności miałam tylko z naprawą mp4 od firmy Pentagram (nigdy więcej nic z tej firmy!!!). To przykre, że InPost tak podszedł do sprawy – mam wrażenie że odpisał Ci jakiś automat…

  • Firmy teraz starają się za wszelką cenę być pozytywnie kojarzone, innym niestety zależy na zysku. Miałeś pecha, dzięki za przestrogę.