Notatki z ciemnej strony mocy

Mówią, że bieganie to radość, że przyjemność, relaks, zdrowie, czyste myśli i brak stresu. Nic innego jak jeden wielki rozbrykany ideał. Ni chuja. Nie ma tak dobrze. Bieganie ma też inną stronę, znacznie mroczniejszą i potężniejszą.

To drugie, mniej znane obliczenie biegania jest wielkie jak galaktyki. Jego moc powoduje, że w pobliskich spożywczakach kwaśnieje mleko, a Imperator Palpatine w obliczu takiej siły uciekłby w obfajdanym płaszczu. To nic innego jak wielki, przeszywający totalny wkurw. Wrzeszczeć i niszczyć to było za mało, aby opanować tę moc jaka we mnie eksplodowała.

Wkurw dopadł mnie kilka dni temu i nadal mocno trzyma. Nie wiem czy zdołam powrócić na jasną ścieżkę mocy. Nie wiem czy tego chcę. Bieganie już nigdy nie będzie takie samo. Ja nie chcę już radośnie biegać z uśmiechem. Ja chcę krwi!

Początek

To było tak. W niedzielę miałem pobiec w biegu Chęć na Pięć. Pogoda rozpieszczała biegaczy. Kilka dni wcześniej było ponuro, szaro, mokro i piździło. Tamtego dnia zaświeciło słońce. Nic tylko lecieć. Wyspany, rozgrzany i wytrenowany stanąłem na linii startu. Strzał startera i razem setkami innych ruszyłem.

22 minuty później widziałem już metę. Jeszcze tylko ostatni wysiłek. – Spróbuję wyprzedzić tego typa – pomyślałem i postanowiłem przyśpieszyć. O dziwo nogi łatwo posłuchały.

Wtedy po raz pierwszy pomyślałem: – no kurwa skąd u mnie tyle siły.

Później były tylko kolejne kurwy. Kurwa, co to za czas? 22:44? Miało być szybciej! Szybka analiza i już wiem. Kurwa, skopałem drugi kilometr. Kurwa, trzeci też poleciałem do bani. Znam bobasy, które raczkują szybciej.

I wiesz co jeszcze? Kurwa, kurwa, kurwa.

Byłem wściekły i rozczarowany.

O co ta wojna

– Czuję niedosyt – napisał mi po biegu kumpel, który uznał, że mógł mieć lepszy czas.

Niedosyt?

Och jakbym ja chciał go poczuć. Niedosyt to fajne uczucie. Czułem go kiedy ukochana drużyna po super sezonie przegrywała baraż z ekipą spod znaku wrednego gryzonia, albo jak zamówiłem do domu dwie pizze i obie zeżarłem. Sam. Tak, wtedy czułem niedosyt. Tym razem czułem coś innego. Przeszywającą od stóp do głów wściekłość, że start, do którego szykowałem się tyle czasu zakończył się porażką.

Pewnie teraz nerwowo wracasz do początku tekstu i chcesz upewnić się co to były za zawody. Mistrzostwa świata czy tylko Polski. Nic z tego. Impreza dla amatorów. Co więcej nie walczyłem nawet o miejsce w pierwszej setce. Cel był inny. Miałem pobiec szybciej niż wcześniej. Pokonać samego siebie. Dla mnie sprawa bezcenna. Co gorsza wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że się uda.

Kto dał dupy

– Co więc się stało, że się zesrało? – zapytasz.

To bardzo dobre pytanie. Odpowiedź na nie jest wyjątkowo wpieniająca. Dupy dałem ja. Osobiście i bezdyskusyjnie. Zamiast polecieć na maksa utknąłem w strefie komfortu niczym śliwka w krowim placku. I historia skończyła się jak się skończyła. Przez własne wygodnictwo spaprałem sobie biegowe święto i następne dni.

Taki biegowy wkurw nie mija szybko. Nie wiem czy on w ogóle mija. Na razie trzyma mnie potwornie mocno. Jedyne na co mam ochotę to założyć buty i wypruć sobie w biegu flaki. Udowodnić, że mogłem zrobić to lepiej, tak jak chciałem. Wiem, że taki maksymalny wysiłek zaraz po zawodach to szaleństwo, ale co mnie to obchodzi. Łaknę krwi, a jedyna jaką mogę przelać to moja własna.

Nic mnie nie powstrzyma.

  • To nie bieganie, to przerost ambicji 😛 Na szczęście w sporcie nigdy tego nie doświadczyłam, ale w szerokoo rozumianej nauce prawie cały czas. No bo jak mogłam na to nie wpaść, jak to tylko 15 miejsce w kraju, jakim cudem nie 100% z ustnej… I tak non stop, bo zawsze coś mogło pójść lepiej. Ogólnie życie wyzwala straszną agresję w człowieku…

  • Jak ja Cię dobrze rozumiem, szczególnie po ostatniej niedzieli… Walka z samym sobą jest najstraszniejszą rozpierduchą z jesienią średniowiecza w tle. A te 22:44 powoduje też moją frustrację, bo pewno dopiero za rok stanę gdzieś na starcie „piątki” żeby się ponownie z nią zmierzyć i oby zbić te moje mizerne 22:55. A celowałeś w … ? 😀

    • Celowałem o w czas o około 30 sekund lepszy. albo nawet trochę lepiej.

  • Apetyt rośnie w miarę jedzenia 😉 Za rok będziesz przeżywał udrękę przy 18:40. 🙂
    Dawid