Nie współczuj rozwodnikom

„Rozwiodłeś się? Jak mi przykro!” – to najczęstsza reakcja na wieść, że ktoś ostatecznie i prawomocnie zakończył swój związek, który miał trwać póki śmierć nie rozłączy. Ludzie odczuwają ogromną potrzebę współczucia rozwodnikom. Niepotrzebnie!

Pomijam już fakt, że człowiecze współczucie jest wyjątkowo przechodzoną i bezwartościową monetą. Powiedzieć „strasznie mi przykro”, znaczy często to samo co: mam cię głęboko w dupie. Wyskakujemy z deklaracją współodczuwania bólu i już po chwili nie pamiętamy komu i z jakiego powodu współczuliśmy. Mamy w końcu swoje jedyne i prawdziwe problemy, cudze zmartwienia to dodatki i zapełniacze czasu.

SPÓŹNIONE ŻALE

Jeśli jednak uważasz, że twoje współczucie jest wyjątkowo szczere i wypływa z największych głębin zacnego serca to wiedz, że i tak już po rybach. Współczuć trzeba było wcześniej, jeszcze zanim doszło do rozwodu.

Zapewne było na to naprawdę dużo czasu. Kiedy małżeństwo rozpada się na kawałki, pęka jak osiadający na rafach statek, to trwa cholernie długo. Dni, tygodnie, miesiące, a niekiedy lata. Wtedy jest ten czas, aby ocierać łzy swoim współczuciem, radzić, wspierać i podnosić na duchu. To jest ten moment kiedy wszystko się sypie i człowiek potrzebuje wsparcia, aby walczyć o małżeństwo, albo żeby czym prędzej dać susa za burtę i wyskoczyć z matrymonialnego Titanica.

TAK BARDZO NIESTOSOWNE

Później czas na łączenie się w bólu minął! Rozwodnik ma za sobą najbardziej syfiasty i traumatyczny okres w życiu. Zapewne przeszedł przez niego sam, albo w towarzystwie najbliższych. Ciebie wtedy przy nim nie było. Wiesz dlaczego?

Minęło już trochę czasu. Rany się zagoiły. Może teraz nie jest mu do śmiechu, ale najgorsze ma za sobą. Ma też nadzieję, że zaczął nowy rozdział, że teraz będzie lżej, jaśniej i pogodniej. A ty mu wyskakujesz ze swoim tanim “jak mi przykro”. Czy można zrobić coś bardziej niestosownego? Równie dobrze możesz współczuć komuś, że wyleczył się ze śmiertelnej choroby. Będzie to tak samo zgrabne i sensowne. Ale Ty o tym nie pomyślisz, wolisz rzucać swoje tanie wyrazy współczucia.

SAMI SOBIE WINNI

Dlaczego jeszcze nie wypada współczuć? Z poczucia sprawiedliwości. Po prostu nie wypada. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością należy stwierdzić, że masz przed sobą współautora rozpadu małżeństwa. Ten ktoś na pewno podłożył swoje laski dynamitu w intencji wysadzenia gmachu podstawowej komórki społecznej, która przecież miała przetrwać wszystkie duże i małe życiowe gównoburze.

Naprawdę uważasz, że wypada poklepywać po ramieniu kogoś kto sam zawinił i ma swoje za uszami? Dla mnie to chore i paskudne, ale może takie zachowanie mieści się w twoim poczuciu przyzwoitości. Śmiało pocieszaj dalej. Później możesz też zająć się podtrzymywaniem na duchu bandziorów złapanych na gorącym uczynku. Do roboty!

NOWE, LEPSZE ŻYCIE

I na koniec najważniejsze. Zapewne nie przyszło Ci do głowy, że może teraz Twój rozwodnik ma już swoje nowe lepsze życie. Żyje sam, w parze, albo trójkącie czy jakiejś grupie seksualno wyznaniowej. Nieważne. Może jest mu w końcu dobrze, albo przynajmniej lepiej. Odzyskuje wiarę w lepszy świat i sens życia, słońce w końcu jaśniej świeci, do pracy i z pracy ma z górki, a we włosach pączkują kwiaty.

W takich sytuacja cywilizowany człowiek życzy szczęścia, gratuluje, obiecuje trzymać kciuki i gada inne tego typu rzeczy. Wszyscy tylko nie Ty. Ty wyskakujesz z tym cholernym “tak mi przykro”. Co z Tobą jest nie tak?

Fot. Pixabay

  • Ludzie mają ogromny problem ze zrozumieniem cudzych emocji i z zachowaniem się taktownie w wielu podobnych sytuacjach. No i zawsze znajdzie się ktoś, kto każdą zmianę w życiu będzie rozpatrywał w kategorii porażki. Zmieniłeś pracę? Czyli co, nie dawałeś z poprzednią rady, tak? Przeniosłeś się do innego miasta? No tak, żeby mieszkać w Warszawie trzeba mieć silny charakter. Rozwodzisz się? Ojej, to straszne. Tak jakbyśmy byli robotami i każda reakcja, stosunek do różnych spraw czy cele w życiu miały być z góry zaplanowane i jednolite dla każdego.

    • Bo może my (ludzie) kochamy porażki. Szczególnie cudze, Swoich mamy na pęczki więc chętnie znajdziemy jakąś u innych. A niech się też pomęczy… 😉