Natchnienie od socjopaty z SD

sky-751472_640

Koniec końców, to nie dla was piszę, chociaż do was się zwracam.”

Zdanie to znajdziecie na pierwszych stronach „Łaskawych” JL? Czytaliście?

Ja właśnie sięgnąłem ponownie, można powiedzieć, że przez przypadek. Ot po robocie poszedłem na hamburgera do miłej knajpki RED ROCK. Zamówiłem co chciałem i zacząłem czytać. Tak mnie to czytanie, czekanie na hamburgera i popijanie cienkiego, polskiego pilsa nakręciło, że nie wiedząc kiedy zacząłem robić notatki do tego wpisu. Wyobrażacie sobie, wcześniej przez tygodnie nie miałem ochoty wystukać nawet daty, wolałem spać, odkurzać, robić zakupy i grać w WOT niż tylko napisać coś, cokolwiek, taką odrobinkę, byleby ode mnie.
Teraz nagle cholerstwo odezwało się. Nie mam o to do niego pretensji, co więcej cieszę się, że jest ze mną. Pytanie skąd się wzięło, czemu teraz, a nie wcześnie, kiedy tak było oczekiwane i wypatrywane z nadzieją? Widocznie miało inne plany i szlajało się daleko ode mnie.
Tak sobie myślę, że cholerstwo przyszło, bo nie było oczekiwane, nikt na nie nie liczył, nikt o nim nie pamiętał, nie tęsknił, nie wzdychał i się nie napinał z nadzieją, że oto za chwilę się objawi. Musiało poczuć się odtrącone, więc wbiło się znienacka między piwo z czytaniem, a cheesburgera i tak zostało.

Objawienie się cholerstwa przyniosło kilka pomysłów i parę refleksji. Pierwsza najsmutniejsza jest taka, że mimo swego kopalnianego wieku jeszcze nigdy nie pisałem dla siebie. To dramatyczne i nadęte – być może, ale także prawdziwe.

Przez lata zapełniałem wirtualne stronice znakami płodzonymi, bo:
– trzeba było skończyć studia
– bo dobrze coś do garnka włożyć
– bo szefostwo kazali
– bo tak wypada

Ile w tym było mnie samego? Delikatnie rzecz ujmując, mniej niż niewiele. Z całej swojej pisaniny dobre zdanie mam jedynie o jej kilku promilach, reszta to bzdety niewarte mojego czasu i nerwów jakie mi pożarły. Stylistą nigdy nie byłem, a wyrażać siebie w tekstach o morderstwach bądź cieknących rurach także nie umiałem. Więc wystukiwałem znaki za znakami, katowałem klawiatury, marnowałem wzrok ślepiąc się w monitor po nic. Nie zostawało z tego nic wartego pamięci.

Czas na mnie i moje pisanie.