Największe kłamstwo biegaczy

Chcesz poznać największy sekret biegania? Chcesz dostać broń, którą można pacyfikować biegaczy amatorów opowiadających o tym jak to się poświęcają zajmując się swoim truchtaniem?

Na pewno masz w swoim otoczeniu chociaż jedną osobę, która nie dość, że biega to jeszcze uznaje to za jakiś nadludzki wyczyn. Z dumą promuje się opowiadając jak to każde wyjście na trening to wielkie poświęcenie, dowód posiadania żelaznej woli i tuzina innych cech, o których inni mogą tylko pomarzyć. Takie same mądrości można przeczytać też na niektórych portalach i pismach biegowych. Ich autorzy sugerują, że do biegania jest wymagana wyjątkowa determinacja i inne takie bla, bla, bla.

W POGONI ZA PRZYJEMNOŚCIĄ

Prawda dotycząca biegania jest inna. Ta siła jaka wypycha nas, biegaczy na treningi to żadna wola mocy tylko świadomość nadchodzącej frajdy. To zabrzmi dla niektórych dziwnie, ale biegacz po tym jak już się mniej lub bardziej spanacha biegając ma z tego powodu kupę radochy.

Po pierwsze endorfiny. No te wszystkie hormony szczęścia łagodzące zmęczenie potrafią sprawić, że człowiek czuje się jakby lekko przyćpał. To zaczyna się dziać już w trakcie biegu, ale największy odlot zaczyna się już po jego skończeniu. Euforia biegacza to wrażenie, że można wszystko, świat jest piękniejszy, a my młodsi, atrakcyjniejsi i damy radę każdemu wyzwaniu. To uczucia bezcenne. Co ważne nie ma po nich kaca albo innych zjazdów i dołów jakie towarzyszą zażywaniu substancji rozrywkowych.

Co jeszcze jest fajne w bieganiu. Świadomość, że z tygodnia na tydzień człowiek może robić coraz więcej. To żaden oszukiwanie. Organizm biegacza amatora systematycznie jest w stanie osiągać więcej. Człowiek biega szybciej, dalej, a przy okazji poprawia mu się metabolizm. Nie mów, że to mało. Pomyśl o pokusie bezkarnej pizzo-diety.

RUNNERS WANNA HAVE FUN

Dlatego jak trafisz kiedyś na jakiegoś biegacza bajkopisarza śmiało powiedz mu, że gada głupoty. To całe bieganie odbywa się dla czystej przyjemności. Nic innego się nie liczy tylko „fun”. Nie daj się zwieść opowieściom o nadludzkim poświęceniu i budowaniu charakteru. To kity. Ja podobnie jak tysiące innych biegam kiedy mogę. Nie ważne czy śnieg, mróz, upał albo ulewa. Przebieram się i lecę przed siebie. Nie ma w tym nic nadludzkiego.

POCHWAŁA HEDONIZMU

Robię to co mi sprawia przyjemność. Nieznośna pogoda tylko dodaje całej zabawie pikanterii. Najważniejsze i tak odbywa się w głowie biegacza.

Każdy wybiera coś co go kręci. Jedni oglądają przez pół dnia TV, inni nawalają w gry czy rozwiązują krzyżówki. Wszyscy oni robią sobie w ten sposób dobrze. Co zrobisz jak usłyszysz od takiego kanapowca, że zaliczenie wszystkich wenezuelskich seriali to dowód wielkiej determinacji i poświecenia. Postukasz się w głowę? I słusznie. Tak sam o zrób po opowieściach natchnionego biegacza amatora. Szukanie przyjemności to nic nadludzkiego.