Vomero moja miłość

Znasz ten urok urok, styl i niesamowitą miękkość oraz tkwiąca gdzieś w głębi moc? Wiesz czym jak piękne może być źródło nieustannej inspiracji, przy którym chce się być cały czas. Tak, zakochałem się po szczeniacku i bez opamiętania. Wiem, że zapowiada się piękny i długi związek.

Poznajcie moją nową miłość: nike vomero 11

Dobrać odpowiednie buty do biegania dla kogoś takiego jak ja to trudna sztuka. Do dwóch metrów brakuje mi raptem 5 cm, ułomkiem nie jestem i swoje ważę. To sprawia, że buty nie mają ze mną lekko. Znikają w zastraszającym tempie, amortyzacja wyparowuje tak szybko jak krople deszczu na Saharze i najczęściej już po 400 km buty nadają się do zezłomowania. Biorąc po uwagę fakt ile kosztują solidne człapaki (dla mnie to wydatek co najmniej 400 zł) to cała sprawa wygląda dramatycznie. Moje bieganie jest cholernie kosztowną zabawą.

IMAG1904

Poszukiwanie ideału

Dotychczas z zazdrością mogłem słuchać opowieści ludzi, którzy w swoich butach pokonują po 800 i więcej kilometrów. W swoich tyle to ja mogłem co najwyżej przejść. Przebiec się nie dało, bo siadała amortyzacja i łatwo było zrobić sobie krzywdę.

Po iluś tam większych lub mniejszych rozczarowaniach nadeszła pora na męską decyzję. Kupuję buty z absolutnego topu i nie ma gadania, że boli. W tej kategorii mogłem zdecydować się na kilka marek. Wybór padł na najnowsze vomero. Pokochałem je od razu. Czym się kierowałem? Tym co niekoniecznie jest najważniejsze… czyli wyglądem

Back in black

Wreszcie mam buty z dominującą czernią. Bez żadnych barwnych dodatków, których jaskrawość była wyraźna nawet dla niedowidzących. Eleganckie, bez grama kolorów przypominających wielkie, błyszczące much srajuchy. Buty, których wyglądu nie trzeba się wstydzić.

Pierwsze wrażenia

Debiutancki trening w vomero 11 był jak pierwsza randka i pocałunek. Takich rzeczy człowiek nigdy nie zapomni. Założyłem i odpłynąłem. Każdy krok był doskonałym przeżyciem. Płynąłem miękko z każdym krokiem. Chciałem aby to trwało bez końca.

Nike twierdzi, że w butach zamontowało dwie poduszki gazowe. Oczywiście takie rozwiązanie nie może nazywać się tak banalnie. Trzeba było stworzyć jakąś specjalistyczną nazwę. Więc zamiast o poduchach mówi się o Nike Zoom. Do podeszwy dołożono jeszcze dwie pianki. One też są po to, aby robić mi dobrze. Nazywają się cushlon i lunarlon. Jak ktoś lubi takie wymyślanie to niech ma. Jego sprawa. Grunt, że rozwiązanie działa, bez względu na nazwę.

IMAG1901

Nie ma luzu

Idealny związek to nie tylko sielanka, miękkość i delikatność. Czasem przydaje się bardziej stanowcze działanie. W przypadku vomero 11 od tej roboty są paski flywire. To przez nie przechodzą sznurowadła. Flywire mają za zadanie trzymać mocno śródstopie. W moim przypadku sprawdzają się idealnie. Mocno zasznurowany but rzeczywiście znakomicie trzyma się stopy. Wszystko przypomina dobrze funkcjonujący związek. Teoretycznie człowiek może wszystko, o ile… pozwoli mi na to moja druga połowa, a na boki sobie nie polata.

Jest nam dobrze

Reasumując: nie wiem jak długo potrwa moja miłość do vomero 11. Na razie składam jednak deklarację, że nie opuszczę ich aż do śmierci (a później w razie czego się zobaczy). Biegamy razem głównie po bardzo twardych nawierzchniach i jest nam ze sobą świetnie. Lekko, miękko i szybko, a mnie starego nic w kościach nie boli i nie strzyka. Pokonaliśmy razem około 200 km, poczynając od krótkich przebieżek, a na kraśnickim półmaratonie kończąc. Zawsze było fajnie, w końcu jak związek idealny to idealny.