MÓJ PIERWSZY RAZ I CO Z TEGO ZAPAMIĘTAŁEM

 

Naprawdę chcesz czytać dalej? Śmiało. Nie obiecuję, że będzie miło i wesoło. Będzie za to szczerze.

Na początek wyjaśnienie. Jeśli liczysz na wpis o seksie to masz prawo czuć rozczarowanie. Nic z tego. Będzie za to o innych pierwszych razach, które przytrafiły mi się w minionym roku. Było tego trochę. Może dlatego, że 2017 to rok jedynki. W końcu 2+0+1+7=10=1+0=1. Nie to, że wierzę w numerologię i inne tego typu rzeczy, ale jak pasuje do koncepcji to czemu o tym nie wspomnieć. Dla mnie ostatnie 12 miesięcy to wiele rzeczy robionych pierwszy raz w życiu. Niektóre po raz ostatni.

DEBIUT MARATOŃSKI

Zrobiłem to. Pokonałem 42 km i 195 m i żyję. Jak się czułem w trakcie i zaraz po, możesz przeczytać w tym miejscu.

Do tamtej relacji muszę dorzucić jeszcze jeden istotny szczegół: teraz już wiem, że przebiegłem maraton chory. Kumulacja różnych dolegliwości sprawiła, że mogłem nie skończyć tego biegu. Miałem cholernie dużo szczęścia, że udało mi się dobiec i przetrwać. Mogło być naprawdę różnie.

Czy planuję kolejny maraton, już w pełni sił?

Nie.

Jestem za słaby na ten dystans, a może to ten dystans jest dla mnie za długi? Jakby nie patrzeć nie pasujemy do siebie. I w moim biegowym CV musi mi wystarczyć debiut maratoński poniżej 4 godzin. Jakoś to przeżyję.

KORZYŚCI: zrobiłem to! Zaliczyłem super zawody w Poznaniu i czuję się maratońsko spełniony.

MINUSY: ale to boli. Nadal pamiętam jak się czułem na ostatnich kilometrach. Ponoć z czasem się o tym zapomina. Ja nadal czekam na cud niepamięci.

PRECZ Z PILOTEM

Od czerwca nie mam telewizji. Nigdy wcześniej tego nie robiłem.

Jeśli liczysz na wpis o tym jak nagle życie zmieniło się o 180 stopni, bo ktoś pozbył się telewizora to… nic takiego tutaj nie znajdziesz. Przykro mi.

Owszem nie tracę wielu godzin na jakieś bzdety na ekranie. Niestety często tracę ten czas na inne bzdety. Złodzieje czasu są wszędzie i wiedzą jak nas podejść. Nie jestem żadnym wyjątkiem, ja tylko staram się nie marnować czasu na głupoty. Nie zawsze mi się udaje.

KORZYŚCI ŻYCIA BEZ TV:

– oszczędność (kilkadziesiąt złotych miesięcznie zostaje w kieszeni)

– mniej wiem o polityce, mniej irytuję się na rzeczy, na które nie mam wpływu

– mam więcej czasu (a to co z nim robię to inna kwestia)

MINUSY:

– czasem brakuje mi TV, szczególnie kiedy wiem, że jest fajna relacja z meczu żużlowego, a mi już jest głupio kolejny raz wpraszać się do sąsiada.

PO CIEMNEJ STRONIE MOCY

To było pierwsze 12 miesięcy spędzonych z naprawdę dobrymi kawami. Wchodzę w ten świat, ale nadal mam wrażenie, że nic nie wiem, nic nie umiem i niewiele rozumiem.

Ale piję.

Parzę jak potrafię.

Delektuję się jak potrafię.

Ale wyciskam maksymalnie dużo frajdy z każdej filiżanki. I jest mi z tym bardzo dobrze.

NAJWIĘKSZE ŁAŁ: spróbowałem gejszy. No dobra, miało nie być o seksie. Więc spróbowałem geishy – to taka wyjątkowa odmiana kawy, uchodząca za wzór doskonałości. Moja geisha pochodziła z Kostaryki. Jak smakowała? Zaskakująco i wspaniale. Chciałbym móc ją jeszcze mieć w swojej filiżance.

MINUS: cholera, ale to kosztuje. Miłość do kaw to młynek, który jest w stanie przemielić każdą kasę. Staram się nie przeginać, ale nawet bycie w miarę oszczędnym miłośnikiem kaw speciality ma swoją cenę.

BLOGOWANIE

Tu o dziwo ten rok też był wyjątkowy. W specyficzny sposób, ale zawsze. Okazało się, że w poprzednich latach miewałem płodniejsze miesiące, niż cały rok 2017. Pierwszy raz nie miałem serca, weny, ani ochoty pisać. Totalnie. Więc nie pisałem. Potrzebowałem sporo czasu na pogodzenie się z tym faktem. Kiedy w końcu mi się udało zaakceptować fakt, że nie będę pisać… zacząłem pisać znowu.

Dziwne? Ale prawdziwe.

Może trzeba było, żeby pewne rzeczy poukładały mi się w głowie. Odpuściłem sobie myśli, że powinienem, że muszę. Dałem sobie luz. Wtedy wróciła chęć do pisania. Na ile mi jej wystarczy? Nie wiem, może to ostatni tekst w tym roku?

 

KULTURA

Czytelniczo w tym roku było wyjątkowo słabo. Przeczytałem niewiele książek. Zdecydowanie więcej miałem ochotę przeczytać. Może w 2018 r. uda się nadrobić zaległości? Stosiki rosną nieustannie, ale one chyba będą istnieć tak długo jak ja będę żył.

KSIĄŻKA ROKU: nie jest to nowość. Nie jest to też jakieś dzieło, które doprowadziło literaturoznawców do ekstazy. Nie mniej jest to super. Spędziłem z nią kilka miłych dni w czasie urlopu i byłem zachwycony. Pan Helgason Halgimur raczył napisać książkę pt.”Poradnik domowy killera. Jak przestać sprzątać ludzi i wziąć się za zmywanie.” I napisał ją w stylu, który kocham. Każda strona iskrzy się energią oraz humorem. Śledzenie karkołomnych perypetii głównego bohatera sprawia, że nawet taki ponurak jak ja musiał kilka razy zarechotać ze śmiechu. Czasem potrzebujemy takich wyrafinowanych prostych przyjemności, prawda?

FILM ROKU: THE SQUARE. Ten film to wydarzenie. Z pozoru prosta historyjka o dyrektorze muzeum ze sztuką współczesną. Tak naprawdę to jazda bez trzymanki po naszej kulturze, a przede wszystkim nas samych. Mocne, znakomicie napisane i zagrane. Chcę zobaczyć go jeszcze raz, a tak mam naprawdę tylko z nielicznymi filmami.

A Ty masz jakieś swój pierwszy raz, którym zechcesz się ze mną podzielić?