Milczenie vs John Wick 2: gdy ktoś mówi jak żyć

Człowiek od tysiącleci żyje w głębokim przeświadczeniu, że wszystko musi mieć jakiś głębszy sens, światem ktoś rządzi, ustala zasady i mówi jak należy żyć. Sam pomysł, dość irracjonalny, skutecznie jednak zatruwa ludzkie dokonania. Przedostaje się też do filmów, nawet tych pozornie całkowicie od siebie odmiennych.

Milczenie i John Wick 2. Trudno o dwie odmienne produkcje. Jednak z obu przebija rozpaczliwa tęsknota za siłą, która będzie porządkować nasze życie, narzucać zasady postępowania. Zanim powiesz, że Zdolnego dzisiaj pokręciło usiądź i przeczytaj te kilka akapitów, później będziesz mieć czas na komentowanie.

ZAKONNICY NA JAPOŃSKIM LĄDZIE
XVII – wieczna Japonia to bardzo malownicze miejsce akcji „Milczenia” Martina Scorsese. Dwaj jezuici: braciszkowie Garupe i Rodrigues postanawiają odnaleźć swojego mistrza, Ferreirę, który ponoć miał porzucić jedyne słuszne wyznanie. Młodzi zakonnicy wyruszają na poszukiwania. Nie mają łatwo, bo w Japonii trwają antykatolickie prześladowania. Więc łażą po górach, chowają się po jaskiniach, mokną i cierpią. Prawdziwe cierpienia zaczynają się, gdy zakonnicy muszą stanąć przed dylematem: ważniejsze jest życie innych niż ich przywiązanie do religii.

CIERPIENIA MŁODEGO JEZUITY
Szczególnie długo oglądamy dylematy Rodriguesa. Facet przez większość filmu nie może zdecydować się czy cenniejsze jest życie innych czy pokazowe wyparcie się wiary. Pokazowe, bo Japończycy nie mają wątpliwości, że nagle jezuita przestanie wierzyć. Oczekują jedynie publicznego gestu. A jezuita się miota, ogląda cierpienia innych więźniów, wie, że jedynym ratunkiem dla nich będzie jego wyparcie się wiary, ale nie umie się zdecydować. Domaga się znaku, sygnału. Wyższa instancja ma dać mu jasny sygnał, a nie tylko milczeć. Cierpienia i śmierć innych nie są dla niego wystarczającym argumentem za tym, aby postawić stopę na świętym obrazku.
BEZ GŁOSU Z NIEBA ANI RUSZ?
Wahania jezuity to nic innego jak dowód jego pychy. Facet woli uchodzić w oczach swoich wrogów za silnego i wierzącego niż ratować innych. Ale czego innego można było się spodziewać. Szczęśliwie, dla pozostałych więźniów, jezuita podejmuje jedyną słuszną decyzję. Dokonuje pozornego wyparcia się religii, choć w głębi ducha dalej pozostaje jej wierny. Rozsądne, ale czy do takiego kroku naprawdę trzeba było domagać się sygnałów z nieba? Sumienie i rozsądek nie wystarczyły?

ZBIR W ŚWIECIE ZASAD
Dylematy, szczęśliwie trwające znacznie krócej, ma też pan John Wick. Zabijaka szybko podporządkowuje się zasadom rządzącym w filmowym świecie i wykonuje zadanie. Trup ściele się gęsto. Są wybuchy, mordobica, strzelaniny, czyli odmóżdżająca rozrywka pełną gębą. Film jest typową sieczkarnią idealnie nadającą się do kontemplacji jednym uchem w czasie wcinania zupy i kotleta.
Nie myśl sobie, że w świecie pana Wicka wszystko jest dozowolone i nie ma żadnych zasad. Tam też istnieje pan i władca mówiący ludziom jak mają żyć i zabijać. Nie jest bogiem, jest człowiekiem i nazywa się Winston i ma niezwykłą moc. To on mówi bandziorom co im wolno, a czego nie, ustala zasady, za których naruszenie grozi bandycka ekskomunika.

KARA ZA GRZECHY
John Wick na własnej skórze przekonuje się jak sprawnie zarządzany jest świat bandyckich zasad. Jeśli masz tam przechlapane to masz przechlapane po całości. Nie licz na to, że pogniewa się na ciebie tylko kilka osób. Nie licz na takie subtelności. Przeciwko tobie staje cały świat. Tym większy szacunek należy się panu Wickowi, który wiedząc, jak będzie mieć nagrabione jest w stanie zbuntować się przeciwko zasadom. Nie marudzi jak jezuita tylko robi swoje. Ma jaja… a później ma naprawdę duży problem.

PRAWIE BÓG
Potęga Winstona zdaje się sięgać także poza świat rzezimieszków. W końcówce filmu widzimy jak nasz półbóg jednym słowem sprawia, że wszyscy ludzie w Central Parku zamierają w bezruchu. Winston jest też na swój sposób miłosierny, bo za złamanie zasad nie karze w najbardziej surowy sposób. Nie chcę wnikać czy lepiej wierzyć w niewidzialne bóstwo czy w filmowego Winstona, jednak faktem jest, że obie istoty mają fundamentalne znaczenie dla obu filmów. Czy naprawdę człowiek potrzebuję ich istnienia, aby mógł podejmować decyzje? Według filmowców tak, inaczej się nie da. Czy aby na pewno?