MEDIOLAN – SPRAWDZAM CZY NAPRAWDĘ JEST NUDNY

Co można zobaczyć w Mediolanie? Na jednym z popularnych blogów podróżniczych przeczytałem, że tam nie ma co oglądać: tragedia i nuda. Inne miejsca polskiego internetu też nie piały z zachwytu. Owszem jest tam jakaś katedra, ale poza tym to bieda z nędzą. No to poleciałem sprawdzić.

Wychodzę z założenia, że spędzanie czasu w nowym, nieznanym mieście ma odbywać się powoli, we względnym spokoju, miasto ma pozwolić poczuć swój klimat – a tego nie da się zrobić w ciągłym młynie zasuwając z punktu A do B, później do K, po drodze rzucając szybko okiem na C, F, H, Y itd. To nie dla mnie. Nie chcę funkcjonować jak wycieczka Japończyków, którą widziałem kiedyś w Luwrze, zasuwająca od Leonarda do Wenus z Milo i tylko odhaczająca kolejne rzeczy na liście.

 

DWORZEC FAJNY, ALE W USA SĄ LEPSZE

 

Od czego zacząłem swoje zwiedzanie? Od dworca kolejowego. Wtedy kopara opadła mi pierwszy raz. Milano Centrale to kawał solidnej architektury cieszącej oczy od lat 30. ubiegłego stulecia. Przestrzeń i monumentalność tego gmaszyska rozprasowują podróżnego. Nie pamiętam, aby jakikolwiek dworzec kolejowy sprawił na mnie takie wrażenie. Stałem tam jak oniemiały próbując objąć obiektywem mojej małej komórki to gigantyczne i piękne wnętrze. Pewno podobnie czułbym się na znanym mi tylko z filmów nowojorskim Grand Central Terminal.

 

 

Pomimo zachwytu dworcem nadal miałem nadzieję, że jest tak jak napisała pewna blogerka i w Mediolanie nie ma co oglądać. Dlatego prawie nie zwróciłem uwagi na wielkie jabłko przed dworcem. To rzeźba Michelangelo Pistoletto, pod tytułem „Jabłko ponownie będące całością” dla jednych może tylko nawiązywać do loga pewnej firmy komputerowej inni będą dostrzegać w nim chęć naprawienia jabłka zerwanego z pewnego rajskiego drzewa.

 

CAŁA PRAWDA O ZŁYCH HANDLARZACH

 

Internet straszy Mediolanem. Ponoć nie da się chodzić w okolicy Duomo, żeby nie być molestowanym przez sprzedawców: slefie sticków, opasek, chustek i innego badziewia. Handlarze są namolni, agresywni i mają konszachty z siłami mroku i zła wszelakiego. Wtykają ludziom w łapy swoje szemrane towary i każą sobie za to płacić bajońskie sumy.

Liczyłem, że stanę się bohaterem jakiejś heroicznej walki z naciągaczami. Powstrzymam oszustów, kto wie może uratuję przed nimi wycieczkę szwedzkich stewardes. Rzeczywistość była do bólu banalna. Pod Duomo byłem kilka razy i każda z kolejnych wizyt była mniej ekscytująca od poprzedniej. Handlarzy widziałem może kilkunastu. Niestety żaden nie zarzucał mi chusty na głowę, nie wtykał tam i siam kija, ani nie domagał się 20 euro za opaskę. Nie wiem czy to była wina moich ponad 190 cm wzrostu i ponurego wyrazu pyska czy po prostu oni nie są aż tak upierdliwi jak ich polski internet maluje.

KOLEJKI JAK Z PRL

A skoro już jesteśmy pod Duomo to może wejdźmy tam? Ja zdobywałem katedrę dwa razy. Pierwszy raz odbiłem się od punktu z biletami. Teraz już wiem, że próba dostania się do środka po godz. 11 to jest kiepski pomysł. Podobną ochotę ma kilka setek innych osób. Pech chce, że większość z nich stoi w kolejce po bilety przed tobą. Co gorsza ta kolejka porusza się w jakiś niewidzialny sposób i po pół godzinie sterczenia w tym samym miejscu największy optymista traci wiarę w to, że dzisiaj doczeka się biletów.
Drugie podejście po bilety poszło znacznie lepiej. Po 20 minutach miałem w łapie to po co przyszedłem. Jeśli planujesz zwiedzanie Duomo mam dobrą radę: odpuść sobie branie numerków do kas i czekanie aż przyjdzie Twoja kolej. Możesz nigdy się nie doczekać. Lepiej podejść do kilku stanowisk samoobsługowych, przy nich nie działają żadne czasowstrzymywacze ani inne pułapki na turystów.

WOJSKO POD KOŚCIOŁEM!

Z bilecikiem możesz ustawić się w nowej kolejce, tym razem do katedry. Ja stałem niecałe pół godzinki. Zleciało szybko, bo podziwiałem rzeźby na fasadzie. Później już tylko rewizja – dokładniejsza niż na lotnisku: pyranie plecaka, kieszeni, sprawdzanie wykrywaczem oraz przymusowe picie wody jaką miałem ze sobą, bo mundurowy z karabinem uznał, że mogę wnosić jakiś niebezpieczne płyny i jestem w środku.
Nie chcę, ale znowu szczęka ląduje na podłodze i to jakiej pięknej. Dumo od zewnątrz jest naprawdę spoko. W środku masakruje tak tylko jak potrafią poszatkować człowieka najpiękniejsze z gotyckich budowli. Las potężnych kolumn, które gdzieś na wysokościach zarezerwowanych dla cumulusów rozkwitają siatkami sklepień, wnętrze rozjaśniane światłem wpadającym przez tysiące barwnych szkiełek składających się na majestatyczne witraże sprawiają, że aż chce się tam zostać. Może nie na zawsze, ale na pewno do obiadu. Każdy krok to odkrycie nowych cudowności i zaskoczeń.

CENY WEJŚCIÓWEK DO DUOMO
FAST TRACK czyli wchodzisz bez kolejki (wejściówka ważna 72 godziny zapewnia dostęp do katedry, wjazd windą na dach, muzeum Duomo, strefy archeologicznej i kościoła San Gottardo) – 25 euro.

DUOMO PASS A – czekasz w kolejkach (wejściówka ważna 72 godziny zapewnia dostęp do katedry, wjazd windą na dach, muzeum Duomo, strefy archeologicznej i kościoła San Gottardo) – 16 euro.

DUOMO PASS B – czekasz w kolejkach (wejściówka ważna 72 godziny zapewnia dostęp do katedry, na dach włazisz po schodach i poprawiasz kondychę, muzeum Duomo, strefy archeologicznej i kościoła San Gottardo) – 12 euro.

Duomo + kościół San Gottardo – 3 euro.

ALE KANAŁ, A NAWET KILKA KANAŁÓW

 

Jak jesteś we Włoszech i słyszysz o kanałach to wiadomo, że myślisz o Wenecji. Mediolan też miał kiedyś swoją sieć kanałów, które w średniowieczu ułatwiały mieszkańcom życie pomagając w transporcie towarów i surowców. Mijały wieki, a sieć kanałów malała. Ostatecznie teraz jest ich już kilka i robią one głównie za atrakcję turystyczną w dzielnicy Naviglio. Uczciwie przyznać muszę, że wywiązują się ze swojej roli wzorowo. To miłe miejsce do powłóczenia się i nacieszenia oczu malowniczymi zakątkami albo schrupania lub wypicia tego i owego w pobliskich knajpkach, które pracowicie okupują wszystkie brzegi kanałów.

 

 

OCZY BOLĄ OD TEGO NICZEGO

Nie wiem, w którym miejscu przestałem wierzyć pani blogerce i innym marudom z polskiego internetu w to, że w Mediolanie nie ma nic ciekawego. To mogło być w czasie spaceru od kanałów w stronę Duomo. Szedłem sobie przez Corso di Porta Ticinese, rozglądałem się na boki i mruczałem: tu nie ma nic ciekawego, tu naprawdę nie ma nic ciekawego.
I tak minąłem między innymi klasycystyczną bramę Porta Ticinese, później prawie z zamkniętymi oczami przeszedłem pod jej XII-wieczną poprzedniczką.
Pech chciał, że później wpadłem na 16 kolumn z czasów Imperium ustawionych przed kościołem św. Wawrzyńca. Jak na antychrysta po historii sztuki przystało musiałem wejść do środka i nacieszyć nią oczy. Nie będę nudził o historii świątyni, o tym, że jej najstarsze elementy pochodzą jeszcze z przełomu IV i V wieku, bo kogo to teraz obchodzi.

 

TAMTA OSTATNIA WIECZERZA

Wiedz, że warto tam wpaść, żeby zobaczyć ostatnią wieczerzę. Nie będzie to wprawdzie TA ostatnia wieczerza, pędzla Leonarda, za zobaczenie, której trzeba bulić jak za zboże, a bilety kupuje się z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Ta jest inna, ale też jest stara, jest namalowana na ścianie i zobaczysz ją tylko w Mediolanie. Więc w razie czego jeśli po powrocie z Włoch ktoś spyta:
-Ej ty, a ostatnią wieczerzę widziałaś/eś?
-No pewnie, każdego dnia – odpowiesz i nikt nie będzie powoływał komisji śledczej, żeby ustalić o czyją wieczerzę chodzi, bo przecież wszyscy wiedzą, że w Mediolanie jest tylko ta jedna.

Na długiej liście obiektów, które są niczym ciekawym warto wspomnieć o bazylice św. Ambrożego. Ot taki ceglany kościół, a wszyscy wiedzą, że w Polsce kościołów mamy na pęczki. Ten wprawdzie był już czynny pod koniec IV wieku, a ostateczny wygląd nadano mu pod koniec XI stulecia, ale kto by się przejmował takimi pierdołami. Nuda, a w środku nie ma nawet sklepiku z błyszczykami i napojami. Tylko jakaś tam sztuka romańska.
Można też poszlajać się po galerii handlowej Galleria Vittorio Emanuele II – choć to banał straszny. Teraz to każda pipidówa ma swoją galerię handlową i to na bank nowszą od tej mediolańskiej, która jest na tym świecie od drugiej połowy XIX wieku.

ONI NAWET NIE MAJĄ FAJNYCH RUIN

Zupełnym nieporozumieniem jest próba zwiedzania zamku Sforzów. Jakieś takie to wielkie, jak nie średniowieczne to w innych miejscach renesansowe. Co gorsza znacznie większe niż nasz piękny i polski Wawel, a jakby tego wszystkiego było mało to zachowane w całości. Poważnie. Takie wielkie zamczysko, a nie jest ruiną. Chodząc po mediolańskim zamku człowiek od razu tęskni za takimi Chęcinami, że o Krzyżtoporze nie wspomnę.
Zamek Sforzów nie dość, że cały to teraz jest rządzony przez kocią mafię. Sierściuchy łażą wszędzie tam gdzie jest choć kawałek cienia. Mają gdzieś kiciania i zachwyty ze strony turystów. Polowaniami na ptaki też nie są zainteresowane. Totalny koci upadek.

METRO NA METRY

Podróżowanie po Mediolanie to kolejna porażka. Po mieście kursują aż cztery linie metra i trzeba mieć naprawdę pecha, aby nie móc dojechać jedną z nich w upatrzone miejsce. Nie zatem wyzwania, adrenaliny i niepewności, bo zawsze wiadomo jak gdzieś dojechać: metrem.
Najbardziej opłaca korzystać się z biletów dobowych lub dłuższych. Od razu muszę sprostować informację, którą przeczytałem w kilku poradnikach. Dobowy bilet na na komunikację miejską obowiązuje 24 godziny od skasowania. Nie jest tak jak mnie ostrzegano, że bilet dobowy skasowany o godz. 17 obowiązuje tylko do północy. Spokojnie będziemy jeździć na nim do godz. 17 następnego dnia.

Z MEDIOLANU W ŚWIAT

Mediolan pomimo tego, że nie ma nic ciekawego do zobaczenia to ma przynajmniej dobre połączenia z innymi miastami. Na lotnisku, spotkałem znajomego, który wyprawę do stolicy Lombardii postanowił połączyć ze zwiedzaniem Florencji, Werony, Bergamo i czegoś tam jeszcze. Nie mogłem być gorszy. Pojechałem do Wenecji. Przejazd w jedną stronę Flixbusem kosztował raptem około 40 zł. Warto było.
Oto dowód.

Niestety z Wenecji musiałem wrócić do Mediolanu. Miejsca, które według niektórych wpisów w polskim internecie nie ma w sobie nic z włoskiego miasta i jest nieciekawe, a co gorsza drogie i brudne jak żadne inne. Ponieważ jestem dobrze wychowany nie będę polemizował z podróżnikami, którzy na pewno wiedzą więcej i więcej też widzieli niż moja skromna osoba.

MOJA ULUBIONA RZEŹBA

Na pożegnanie wkleję sobie tylko fotkę rzeźby stojącej kilkaset metrów od Duomo. To dzieło zapewne nie przez przypadek stojące w pobliżu siedziby włoskiej giełdy papierów wartościowych i kilku banków. O autorze tej pracy w Polsce wszyscy słyszeli. To Maurizio Cattelan ten pan, który miał czelność wystawić instalację pokazującą Jana Pawła II przygniecionego meteorytem. Papież w Polsce wywołał oburzenie, środkowy paluch w Mediolanie jakoś jeszcze stoi. Nie wiem o czym myślał pan Cattelan kiedy go stawiał. Wiem, że ja patrząc na niego myślę o autorach niektórych wpisów na temat Mediolanu. Myślę intensywnie i z miłością.

GDZIE SPAĆ?

 

Jeśli jednak zdecydujesz się wyjazd do Mediolanu to polecam skorzystanie z AIRBNB. Sam trafiłem na fajne mieszkanie tuż obok stacji metra i sklepu z piwami kraftowymi (w razie czego służę dokładnymi namiarami). Jeśli założysz konto korzystając z tego linka dostaniesz 100 zł na wyjazd od AIRBNB, a ja zaoszczędzę 50 zł planując kolejny.