Magia, Meduza i biegacze

Po czym można poznać zbroje cezarów i największych wodzów starożytnego Rzymu? Po umieszczonej na niej głowie Meduzy. To był nie tylko znak rozpoznawczy, ale także magiczny. Tak samo jest z pozdrawianiem się przez biegaczy. To nie tylko rozpoznanie swojego, ale i trochę czarów.

Meduza, czyli jedna z Gorgon ponoć była piękną kobietą. Miała jednak sporo wad. Jej urok szpeciły węże zamiast włosów i spojrzenie zamieniające ludzi w kamień. Jak łatwo się domyśleć, z takimi cechami raczej trudno mówić o zbudowaniu trwałego związku, nawet namiętny romans to mission impossible. Trudno się dziwić, że Meduza nie była ulubienicą ludzkości i części bogów. Ostatecznie skończyła swój żywot zabita przez Perseusza. Jej legenda jednak żyła dalej. Starożytni uważali, ze głowa Gorgony umieszczana na uzbrojeniu miała wzbudzać przerażenie wśród wrogów oraz podkreślać wyjątkowość tego, który ją nosi.

Łapka w górę

Takie samo działanie ma pozdrawianie się przez biegaczy. Ot, lecą sobie w przeciwnym kierunku i nagle machną ręką. Jak mają siłę uśmiechną się do siebie, a niekiedy dodadzą też cześć. To nic, że nigdy wcześniej nie rozmawiali ze sobą, nie widzieli się na oczy i jest spora szansa, że nigdy już się nie zobaczą. Są tacy sami, są biegaczami. Można powiedzieć, że należą do tej samej sekty – ludzi kochających biegać. Jedno proste pozdrowienie jest fajnym elementem podkreślającym przynależność do jednej grupy

Poczucie przynależności

Takie pozdrawianie swoich ludzi to nic nowego. Było, jest i mam nadzieję, że będzie. W ten sposób buduje się poczucie wspólnoty, przynależności do grupy, czyli czegoś, czego każdemu człowiekowi brakuje. Pamiętam jak w latach 80. jeździłem z rodzicami w góry. Byłem zaskoczony tym, że ludzie jakich spotykało się w drodze na szczyt są mili, uśmiechnięci, mówią „dzień dobry”. Tak miłośnicy gór traktowali takich jak oni sami – wytłumaczyli mi rodzice. Na początku byłem zaskoczony, ale później mi się to spodobało.

Mój pierwszy raz

Pamiętam, jak zaczynałem biegać (tzn. próbowałem przemieszczać się szybciej niż chodząc i nie umrzeć). Byłem zaskoczony jak raz, drugi, piąty jacyś obcy ludzie mnie pozdrawiali. Na początku byłem pewien, że oni wzięli mnie za kogoś innego. No bo niby czemu ktoś, kto z mojego punktu widzenia biegnie z prędkością światła miałby pozdrawiać takiego lamera jak ja. Byłem pewien, że nie może chodzić o mnie.

Kiedy jednak dotarło do mnie, że ten prawie mistrz świata powiedział mi cześć, poczułem się jakbym wstępował do elitarnego grona. Ta „piątka” od nieznajomego była najważniejszym elementem mojej bardzo wczesnej kariery biegacza amatora. Zostałem przyjęty do grona biegaczy, już nie byłem tylko kandydatem. Byłem w klubie. Od razu poczułem się, jakbym dostał skrzydeł i zyskał siły.

Praktykuj tę magię

Te biegacze pozdrowienia działają na mnie dobrze do dzisiaj. Biegnę, czasem z językiem na brodzie i nagle widzę innego biegacza (albo biegaczkę). Widzę uśmiech, podniesioną rękę i czuję się jak siły życiowe wstępują we mnie ponownie. Tak, to prawdziwa magia. Magia, której doświadczam na prawie na każdym treningu. Tak niewiele potrzeba, aby człowiek sprawił drugiemu człowiekowi przyjemność.

Dlatego proszę:

1) jeśli biegasz, albo będziesz biegać pozdrawiaj innych. To naprawdę żaden wysiłek.

2) jeśli widzisz, że jakiś nieznajomy cię pozdrawia nie zachowuj się jak ciul bez grama kultury, odmachaj, powiedz cześć, albo tylko się uśmiechnij. ZAREAGUJ! Nie trać szansy na zrobienie komuś i sobie dobrze.

Fot. Pixabay