ŁYSIENIE: CZEGO NIE WARTO ROBIĆ

Na grzebieniu i w wannie zostawiasz zdecydowanie więcej włosów, czoło robi się coraz dłuższe i dłuższe, a ludzie gadają o jakichś zakolach? Nie chcesz tego mówić głośno ani przyznać się przed samym sobą, ale łysiejesz. Co warto robić w takiej sytuacji?

Na Facebooku co jakiś czas prześladują mnie reklamy zachęcające do zafundowania sobie przeszczepu włosów. Czy ich twórcy liczą, że jak zobaczę takie posty to od razu chcę biec do kliniki z okrzykiem: weźcie moje pieniądze, tylko uczyńcie mnie ponownie kudłatym? Przykro mi, ale mojej kasy nie wyciągnięcie. Prędzej namówicie mnie do zafundowania sobie silikonowych pośladków niż do zasadzenia włosów na mojej dumnej i łysej łepetynie.

Zgaduję jednak, że są tacy faceci, którzy są w stanie wydać gruby hajs, aby zakryć ubytki i zafundować sobie futerko na górnym końcu ich samych. Gdyby jeden z takich delikwentów nagle stanął przede mną i spytał:

– E, Zdolny, to co, robić sobie tego przeszczepa?

Odpowiedziałbym mu z powagą:

– A w życiu, już lepiej mi oddaj tę kasę.

Gdyby łysiejący miał czas na dłuższą gadkę to bym mu powiedział jak to było ze mną.

ŁYSE POCZĄTKI

Wiadomo, większość świata jest owłosiona i jak ktoś, czyli Ty, zaczyna gubić pióra to czuje się nie teges, jest inny od tej wspaniałej i normalnej reszty. Więc w panice stara się człowiek dostosować do większości. Robi co może. Robi też rzeczy, których nie powinien. Na początku starasz się rozklepać resztki grzywki tak, żeby zasłaniała jak najwięcej z niedawno odsłoniętego czoła. Szczególnie jak jesteś jeszcze w liceum czujesz się z tym swoim łysieniem wyjątkowo z dupy i nie na miejscu.

Generalnie wiesz, że ludzie łysieją, ale to dotyczy tych wszystkich co to mają tyle lat co węgiel kamienny, a nie Ciebie. Poza tym ty właśnie postanowiłeś zapuścić kudły. Słuchasz metalu, a każdy kto go słucha musi mieć długie kłaki. Inaczej się nie godzi i nie wypada. Nie można słuchać metalu i łysieć. To przecież jakieś nieporozumienie i spisek w rytmie disco polo.

CHEMICZNE WSPARCIE

Kolejny etap łysienia to uświadomienie sobie, że rozpłaszczanie grzywek, przeróżne sreski – zaczeski są gie warte. Potrzebne jest coś innego. No i wtedy widzisz reklamę cudownego szamponu zwiększającego żywotność włosa o pierdyliard procent, odżywki pobudzającej zdychające korzenie i innych cudów powstałych w oparciu o najnowsze i najbardziej przełomowe badania naukowców uśmiechających się do mikroskopów.

Do wczoraj wiedziałeś, że reklamy są od wciskania kitów, ale teraz nagle coś się zmienia. Wierzysz w te procentowe wyliczenia, widzisz oczyma wyobraźni jak kłaki będą odrastać kiedy śpisz. Nie ma przeproś. Lecisz na zakupy. Kupujesz w aptece jedną i drugą tubę cuda o nieziemskiej skuteczności, które pomaga w 98,7463473 % przypadków łysienia i szczęśliwy wracasz do domu.

Czytasz instrukcję. Zauważasz, że te informacje napisane małym druczkiem na ulotkach nie są już tak entuzjastyczne jak to, co widziałeś na reklamach, ale w radosnym amoku nawet się tym nie przejmujesz. Myjesz kudły, wcierasz mazidła, zakładasz foliowe worki, masujesz szczotkami i czekasz.

CZAS NA ODRASTANIE

Już następnego dnia patrzysz w lustro i masz pewność, że to działa. Nie wiesz jak bardzo, ale masz pewność, że włosów jakby odrobinę przybyło. Nawet jak nie przybyło to te co jeszcze są wydają się jakieś takie inne. Mocniejsze, silniejsze. One już tak łatwo ze łba nie spadną. Co to, to nie. Znalazłeś magiczną broń na łysienie.

Triumf i ekstaza.

Dalej dzielnie stosujesz się do zaleceń producentów. Mijają tygodnie i nagle dociera do Ciebie, że jesteś w tym ułamku populacji, na którą cudowny środek nie działa. Z rozpaczy aż chcesz się pociąć plastikowymi sztućcami.

Smutek mija po kilku dniach, bo nagle na rynku pojawia się kolejna wypasiona formuła zamknięta w butli za dwa worki złociszy, która tym razem z pewnością pomoże odwrócić łyse tendencje. Sprzedajesz więc duszę diabłu, a za zdobyty hajs kupujesz nowe cudo. I działasz.

Oczywiście nowe cudeńko od najdoskonalszych laboratoriów znowu na Ciebie nie chce działać. Załamujesz się, ale ponieważ jesteś twardzielem zaczynasz poszukiwania nowego cudu. Cudu za grubą kasę, bo jakoś w kwestii walki z łysieniem wszystko musi kosztować.

DRENOWANIE KIESZENI

W zależności od tego jak wielkim uparciuchem jesteś wspierasz z własnej kieszeni (albo kieszeni starych) przeróżne firmy, łazisz po gabinetach, stosujesz przedziwne wcierki powstałe w oparciu o receptury opracowane przez kogoś kto kiedyś też łysiał, ale później znalazł sposób i jak umierał to miał gęstą szopę.

Efekty tych wszystkich akcji są wiadome. Łysiejesz dalej.

Pomysłowość marketingowców połączona z desperacją potrafią dokonywać rzeczy niezwykłych. W przypadku łysienia opóźniają chwilę pogodzenia się z rzeczywistością. Wiem, bo sam potrzebowałem na to kilku lat. Odpuściłem walkę, poszedłem do fryzjera i poprosiłem o ostrzyżenie na krótko, tam gdzie się jeszcze dało i było po sprawie. Nie próbowałem już ukrywać „wysokiego czoła”, odpuściłem te wszystkie cudowne środki, zacząłem mieć to wszystko w dupie. Była to jedyna sensowana rzecz, jaką mogłem zrobić.

Miałem łysinę na wierzchu, ale miałem też święty spokój. Nie było już tego durnego myślenia „ej, a może ktoś zobaczy, że trochę łysieję”, nie było też naiwnego liczenia, że nagle włosy zamiast ochoczo wypadać postanowią ochoczo odrastać. Nie było też tracenia kasy na różne medykamenty i wizyty u różnych „specjalistów”.

Niestety, zanim wpadłem na ten pomysł jak poradzić sobie z łysieniem, potrzebowałem trochę czasu.

TA JEDYNA RZECZ

Prawda dotycząca łysienia jest jedna: najlepiej pogódź się z tym (albo, jak mawiają młodzi, miej na to wyjebane). Reszta to tylko strata kasy, czasu i energii. Jeśli i ty masz taki problem to wiedz, że jesteś jedyną osobą, która aż tak się tym przejmuje. Naprawdę. Większość ludzi ma to gdzieś i bardziej zwraca uwagę na to jak się zachowujesz i co mówisz niż na to ile włosów masz na łbie.

Podsumowując. Jeśli dopadło Cię łysienie to:

– nie trać czasu i kasy na  „potwierdzone laboratoryjnie środki”, one na pewno kosztują, z działaniem jest już kłopot,

– naucz się nie przejmować i nie robić z tego tajemnicy, łysi na tym świecie są od początku świata (i niekiedy są bardziej kumaci od tych kudłatych),

– jeśli bardzo nie chcesz świecić zakolami po prostu ogól się na łyso i mów, że zostałeś najwyższym kapłanem starożytnego kultu i musisz się tak nosić.

A jak ktoś powie na Ciebie „łysa pała”, to pamiętaj, że może i łysa, ale za to jaka kumata.

Fotka Marco D’Emilia z Unsplash