Kłujące bogactwo biegaczy: co z nim zrobić?

Jest jedna rzecz, której biegacze mają więcej niż potrzebują. Nie są to medale, ani zaświadczenia o pobiciu rekordu świata lub listy z gratulacjami od prezydenta za niezwykłe wyniki. Jedyna obfitość jaka dotyka większość biegaczy to agrafki.

Jeśli biegasz to znasz ten scenariusz doskonale. Zapisujesz się na zawody, dostajesz pakiet, a w nim m.in. agrafki, żeby przypiąć numer startowym. Po biegu odpinasz i co z nimi począć?
Wyrzucić? Jakoś tak głupio.
W człowieku odpala się więc program „A MOŻE SIĘ PRZYDA” i kolejne agrafki odkładane są na wszelki wypadek. Może kiedyś…, może na coś…, może komuś… Człowiek oszukuje tak sam siebie. Wie doskonale, że kryzys, który zdoła rozwiązać zbiór dziesiątek jak nie setek agrafek nigdy nie nadejdzie. Ale trzyma je i tak agrafkowa kolekcja powiększa się jak jakaś paskudna narośl i rozpełza się po całym mieszkaniu. Leżą i czekają aż staną się kiedyś na coś potrzebne.
Życie to wredna menda i nawet jeśli nastanie taki dzień, że wszystko stanie na głowie, a zaprowadzenie harmonii we wszechświecie będzie możliwe tylko przy pomocy, części albo całości agrafkowego imperium, to możemy być pewni, że nie będziesz miał do niej dostępu. Akurat wyjedziesz na wymarzony urlop, smok zje klucze do mieszkania, albo nawalony budowlaniec zamuruje wejście do klatki schodowej. Nie da się i już.
Załóżmy jednak, że tak źle nie będzie i biegacz amator będzie miał użyć tych swoich groteksowo powyginanych drucików. Co dobrego można by z nimi zrobić?

POMOCNA DŁOŃ

Wracasz do domu i widzisz na klatce szalenia atrykacyją sąsiadkę/ atrakcyjnego sąsiada (a wybierz sobie). Niezwykle atrakcyjna istota zalewa się łzami. Wycierając nos w swój rękaw (ale z jaką gracją!) mówi, że za chwilę jej życie straci sens, bo potrzebuje nagle agrafek, a specjalistyczny sklep zamknięty.
Uśmiechasz się szeroko i mówisz: spoko, pomogę.
Widzisz jak na zapłakanej twarzy maluje się wyraz bezgranicznego zachwytu, wdzięczności i boskiego uwielbienia. Już wiesz, że ta osoba zrobi dla Ciebie wszystko. Naprawdę. WSZYSTKO. Tak, powyciera kurze na półkach w piwnicy też. Przekazujesz agrafkowe wsparcie. Zyskujesz bratnią i dłużną duszę oraz ciało. Co będzie później to już Twoja sprawa.

DROGA ARTYSTY

Nadmiar agrafek wyzwala w człowieku twórcze super moce. Aż chce się coś zrobić. Zawsze można zostać artystą. Jak masz chociaż gram talentu możesz malować martwe natury z agrafkami. Jeśli zechcesz skomponuj agrafkową symfonię, albo chociaż piosenkę na ich temat.
Jeśli nie czujesz się zbyt dobrze w takich działaniach pomyśl o sztuce współczesnej. Dobrze opisane agrafkowe instalacje z pewnością staną się jeśli nie cennym to na pewno mocno kłującym eksponatem w wielu galeriach.

ORGANIZUJESZ BIEG

Rozdajesz numery zawodnikom i każdemu dorzucasz po cztery agrafeczki ze swojej kolekcji.
Pozbywasz się ich wszystkich!
I nagle rozumiesz, że życie bez nich jest nieznośnie puste.

E-BYZNES

Na agrafkach można zarobić. Na bank, byleby podejść do sprawy kreatywnie i nie zawracać sobie głowy głupotkami takimi jak etyka czy kodeks karny.
Kreatywność nie może być ograniczana. Więc wystawiasz nie jakieś zwykłe agrafki, ale agrafki z niebanalnymi historiami.
Dzięki temu, ktoś będzie mógł kupić sobie agrafkę przy pomocy, której Van Gogh powiesił sobie na makatce obraz ukochanej, a później próbował przyczepić odcięte ucho. 
Odpalisz licytację agrafki, którą Michał Anioł wyciągał farbę spod paznokci po namalowaniu sklepienia Sykstyny. Dasz światu agrafki, którymi królowa Wiktoria przypinała koronki do gaci w czasie nocu poślubnej, kardynał Richelieu przyczepiał do rękawa karteczkę z nazwiskami czterech znienawidzonych muszkieterów (bo facet, może i miał władzę i wpływ, ale miał też słabą pamięć do nazwisk).

POMOŻESZ DZIECIOM

Zrobisz z agrafek łańcuch na choinkę dla dzieci ze szkoły w najbiedniejszej gminie w Twoim regionie. Dzieciaki na pewno będą wzruszone, a ich starzy długo będą wspominać Twój wielki gest.

PRZETOPIĆ

Czemu nie? Oddajesz do huty i tam przetopią elegancko wszystkie agrafki, a z tego z wyjdzie zrobią żyletki.
A może żyletkę.

AGRAFKOWY TERORYSTA

Być może w chwilach słabości i narastającej podłości może najść Cię ochota, żeby zrobić ze swoją kolekcją coś złego. Możesz na przykład zapragnąć wbić po agrafce każdej osobie, która kiedyś zalazł Ci za skórę.
Kupujesz to? To w takim razie powiedz ilu agrafek potrzebujesz, a ja powiem Ci czy chcę się z tobą zadawać.
Generalnie mam stracha przed ludźmi, którzy nie lubią zbyt wielu osób. Znam wprawdzie jedną, która twierdziła, że nie cierpi ludzkości w ogóle, ale wiem, że koloryzowała. Jeśli nie trawisz zbyt licznego grona ludzi to proszę pierwszą agrafką dźgnij się w swój zadek.

TO DOPIERO POCZĄTEK

Biegacze mają swoje agrafki, ale to nie są wszystkie agrafki świata. Może Twoja kolejca to dopiero początek czegoś większego i nie do końca zwykłego. Może dzięki biegowym agrafkom zaczniesz studiować historię tego ustrojstwa.
Obudzi się w Tobie kolekcjoner, który będzie domagał się zdobywania agrafek z różnych kontynentów i różnych państw. Być może poznasz innych agrafkowych fanów. Może kiedyś stworzysz swoje muzeum historii agrafki.
Czujesz to. Narodziny pasji, a może raczej szaleństwa?
Oby było Ci z tym dobrze.

 

Fot. Pixabay