Jak zacząć biegać i nie zrobić sobie krzywdy

Bieganie to żadna filozofia – wydawało mi się jeszcze nie tak dawno. Życie oraz dobry trener szybko wyprowadzili mnie z błędu. Chcesz wiedzieć jakich błędów nie należy popełnić na początku przygody z bieganiem?

Jeśli jeszcze nie masz na koncie nawet jednego treningu to nic się nie martw. Każdy kiedyś zaczynał. Ja zacząłem niedawno, bo pod koniec lutego 2013 roku. Jedyne czego żałuję to czasu jaki straciłem przez różne swoje błędy.

Błąd pierwszy: kupowanie bez głowy

Wiedziałem, że potrzebuję specjalnych butów. Rozradowany pojechałem na zakupy do Decathlonu. Byłem po lekturze około 12 tysięcy poradników w sieci, które zgodnie twierdziły, że tam dostanę dobre i tanie buty.

No to pojechałem.

shoe-489326_1280

Łaziłem wzdłuż półki z buciorami z jakieś 15 minut, nie wzbudzając żadnego zainteresowania wśród personelu. W końcu wybrałem sobie pierwszą parę butów do biegania. Uznałem, że nie będę brał tych najtańszych, tylko trochę dopłacę. Stwierdziłem też, że nie będę biegał w wieśniackich białych, tylko kupię sobie czarne, a co.

W ten sposób stałem się właścicielem butów przeznaczonych do biegania w terenie. Było to o tyle istotne, że ja głównie zasuwam po mieście. Po asfalcie i kostce. To co dobre w terenie zupełnie nie sprawdza się w mieście. Co zresztą miałem niebawem odczuć na sobie.

O tym, że kupiłem nieodpowiednie buty dowiedziałem się dopiero kilka miesięcy później, kiedy odwiedziłem profesjonalny sklep dla biegaczy. Zanim jednak do tego doszło złapałem pierwszą kontuzję.

Błąd drugi: wiara w super moc

Pierwszy uraz kosztowała mnie jakieś trzy tygodnie odpoczynku od biegania. Zawiniły nie tylko złe buty, ale także mój upór.

Jak każdy początkujący uważałem, że jestem niezniszczalny, a postępy będę robił z prędkością światła. To nic, że coś mnie tam kuło, to nic, że wszyscy radzili, żeby zwiększać obciążenie łagodnie. Byłem jak młody bóg. Niestety, któregoś wieczora, młody bóg musiał się zatrzymać i wrócić do domu kuśtykając.

W tym miejscu muszę wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy ważnej dla każdego biegacza. Ludzie nie zapominajcie o rozgrzewce i naprawdę solidnym rozciąganiu po treningu. Bez tego wcześniej czy później będziecie mieć spore problemy takie jak ja miałem, które musiałem rozwiązywać korzystając z pomocy fizjoterapeuty.

Błąd trzeci: przekonanie, że to nic nie kosztuje

Jeden z większych kitów związanych z tym sportem. Pomijam już moje wydatki na fizjoterapię.

Inne zabawki też kosztują. Najtańsze buty są dobre na sam początek, jeśli nie mamy pewności czy nasz zapał jest tak naprawdę cokolwiek warty. Później nie uciekniesz przed zakupem profesjonalnych buciorów, a jeszcze lepiej dwóch par – bo wtedy na dłużej starczą. Do tego dochodzą jeszcze ciuchy, spodenki, koszulki, bluzki, kurtki, czapeczki, najlepiej po kilka kompletów.

Kolejny wydatek i to spory to zegarek z GPS i pulsometrem. Zielony biegacz może uznać to za zbytek i powiedzieć, że jego ENDOMONDO, w komórce też daje radę. Ja za to mogę powiedzieć, że jestem wziętą baletnicą. Oba twierdzenia są tak samo prawdziwe.

Na pocieszenie muszę dodać jeszcze jedno: nie żałuję ani jednej złotówki wydanej na sprzęt do biegania. To wszystko się przydaje i pomaga mieć radochę z tego sportu.

runners-760431_1280

Błąd czwarty: ruszam się, to mogę zjeść wszystko

Niestety, cudów nie ma. Nie da się żreć do nieprzytomności i robić postępy w bieganiu. Tak samo jak nie da się schudnąć tylko dzięki treningom. Bieganie to kapitalny sposób na robienie formy, ale trzeba je wspomóc odpowiednim odżywianiem.

Na pocieszenie dodam, że biegający regularnie mogą sobie częściej pozwolić na żywieniowe grzeszki. Z ich metabolizmem pewne rzeczy przechodzą im bezkarnie.

Błąd piąty: fajne programy z netu

Internet jest zalany tysiącami programów treningowych. Dla początkujących, dla tych co już coś tam potrafią, rudych szykujących się do „dychy” lub łysych celujących w maraton. Do wyboru, do koloru. Wszystko fajnie, ale takie gotowce tak naprawdę to jedna wielka mina. Sam się na nią wpakowałem gdy po pierwszych zawodach dalej trzymałem się gotowego programu. Zamiast łagodnych zajęć program przewidywał podkręcenie śruby. Ponieważ gotowiec z netu lub aplikacji nie powie ci, że jak jesteś zmordowany to odpuść, więc nie odpuściłem. Skończyło się na problemach z dwugłowym i kolejnej przerwie.

Dlatego z całą odpowiedzialnością polecam kontakt z kimś doświadczonym, kto umie i chce prowadzić biegowego debiutanta. Wiem, że to kolejny wydatek, ale są sprawy, na których nie warto oszczędzać.

Napiszcie czy wy też biegacie? Wasze największe wpadki biegowe to…? A może chcecie dopiero zacząć biegać? Polecam, żaden inny sport nie dał mi tyle satysfakcji i radochy.