Dlaczego bieganie jest lepsze od seksu

Kto biegał ten wie. Tych, którzy zatrzymali się tylko na etapie przyjemności jaką jest seks trzeba uświadomić. No to czytajcie!

1. Bieganie nie powie ci, że boli je głowa.

Nie będzie też siedziało w gaciach na kanapie, oglądając kolejny mecz. Bieganie zawsze jest gotowe i zawsze pociągające.

 

2. Wszędzie dobrze biegać.

Możesz to robić bezkarnie w parku, na ścieżce rowerowej, w lesie, na chodniku, w górach czy stadionie. Nie dostaniesz mandatu za nieobyczajne zachowanie, nie wywołasz skandalu, a zgorszone babcie nie będą zasłaniać oczu wnukom.

 

3. Dzieci z tego nie będzie.

Nie musisz martwić się co będzie 9 miesięcy po treningu i jak ułożysz sobie życie. Aby nie było zbyt różowo to pamiętaj, że gra wstępna nadal się przyda. Bez rozgrzewki ani rusz.

 

4. Wolna miłość.

Możesz to robić sam, możesz robić z partnerem, sąsiadką, we troje, w grupie, z przypadkowo spotkanymi cudzoziemcami. Z każdym. Nikt nie nazwie cię osobą rozwiązła i łatwą tylko, że zmieniasz partnerów do biegania.

 

5. Długa przyjemność.

Fajnie jest nie tylko w trakcie biegania, ale także po, kiedy uwalniają się dopamina i endorfina powodując kilka godzin błogostanu.

 

6. Bieganie pomaga dbać o linię.

Biegając spalisz dużo więcej kalorii. Seks w tym zestawieniu wypada wyjątkowo blado. Przy dobrych wiatrach i wyjątkowym temperamencie spalisz raptem około 200 kcal – o ile będziesz kochać się namiętnie przez godzinę (tak, wierzę, że zawsze tyle trwa twój stosunek; a przy okazji mów mi Leonardo DiCaprio).

Bieganie to prawdziwy piec do wytopu sadła. Godzinny trening pomoże spalić co najmniej 500 kcal. Wyniki różnią się w zależności od wagi biegacza i intensywności treningu.

 

7. Bieganie nie jest zaborcze.

Biegając możesz posłuchać muzyki, audiobooka albo pomyśleć o pracy. W czasie seksu nie masz co liczyć na taką swobodę. Partner nie wybaczy dzielenia uwagi z książka, nawet tą najlepszą.

 

8. Bieganiem możesz się pochwalić.

Podbojami oraz wyczynami w łóżku jakoś nie wypada, poza tym kto wierzy Casanovom gawędziarzom?

 

9. Rozmiar nie ma znaczenia.

Naprawdę.
Bez względu na to czy wbiegasz w butach w rozmiarze 39 czy zasuwasz w kajakowatych 47 nie przejmujesz się centymetrami, nie dumasz czy jest ich w sam raz czy też nie. Po prostu lecisz z uśmiechem przed siebie.

 

10. Brak moralniaka.

Po treningu, nie ważne czy solowym czy też grupowym nie występuje. Po seksie bywa już inaczej. Znowu? Dlaczego z nią/nim? Czy my to robiliśmy? Cholera jak ja teraz wrócę do domu? Czy naprawdę widzieli nas moi szefowie? A tak w ogóle to jak ty masz na imię? Pytania z pozoru banalne, ale zadawane po seksie wiążą się nieuchronnie z nadejściem większych lub mniejszych (ale z reguły w pełni zasłużonych) wyrzutów sumienia.

W bieganiu te problemy nie istnieją. Pobiegało się trochę z kimś nieznajomym? Spoko. Łapka w górę, cześć-cześć i każdy wraca do siebie. Bez doła.

 

11. Dostajesz nagrody.

W zawodach amatorów nawet jeśli nie wygrasz, ani nie załapiesz się na pudło to medal i tak masz. Za seks nikt nagród nie daje. Przynajmniej jeśli traktujesz go zwyczajnie, a nie „biznesowo”.
12. Możesz podróżować.

Bieganie w zawodach rozgrywanych w różnych miejscach jest spoko. Z reguły powinno wzbudzić uznanie i zachwyt. Oto ktoś ma przed sobą człowieka z pasją, sportowca i podróżnika. Spróbuj za to pochwalić się, że seksturystyka to twoja największa miłość. Zgaduję, że twoje akcje polecą na ryj w ciągu sekundy.

 

13. Maratończycy mogą dłużej.
Tak przynajmniej słyszałem w trakcie ostatniego Maratonu Lubelskiego. Pamiętam doskonale. Byłem wolontariuszem na trasie. Przypadło mi miejsce gdzieś za 20 km. Nagle obok mnie zatrzymała się rudowłosa dziewczyna, wyciągnęła skądś mandolinę, zaczęła brzdąkać, skakać i śpiewać bardzo krótkie piosenki. Jedna z nich brzmiała właśnie tak: „maratończycy mogą dłużej”.
Nie sprawdzałem, ale wierze na słowo.
Od razu dodam, że nie słyszałem piosenek o tym, że uprawianie seksu poprawia w jakikolwiek sposób wyniki w bieganiu.

To co idziemy pobiegać?