Blogowanie: powinni tego zabronić

Marzy mi się prawne spacyfikowanie blogosfery. Tak! Najlepsze będzie wprowadzenie prawnego zakazu pewnych działań. Inaczej blogerzy sami zarżną swój świat wałkując ciągle te same tematy.

Należę do kilkunastu grup dla blogerów. Co jakiś czas staram się szukać nowych, fajnych blogów. Super sprawą jest to, że ciągle trafiam na kolejne perełki. Problemem jest to, że są one poupychane pomiędzy wytworami, od których chce się wyć. Po takim buszowaniu czasem czuję się jak po 2 dniowym maratonie z wenezuelskimi telenowelami.

Niedobrze mi.

Piszemy ciągle tak samo, ciągle o tym samym. To taka kanibalizacja blogerów. Wgryzamy się w kawałki należące do innych, przerabiamy je u siebie, a później jacyś inni blogerzy zżerają nasze teksty i wydalają w postaci wpisów na swoich blogaskach.

Kiedy myślałem o tym wpisie od razu przyszedł mi do głowy Uroboros. Znasz go na pewno. To zwinięty w kółko wąż, który trzyma się za swój ogon. Kojarzysz go na bank. Niestety, szybko dotarło, że to nie on jest symbolem blogosfery. Blogosfera jako całość nie ma w sobie nic z wiecznego odradzania się. Bardziej przypomina psa wściekle goniącego własny ogon. Śmiesznie wygląda, ale nic z tego tak naprawdę nie wynika.

Indeks ksiąg zakazanych.

Wracając do zakazu poruszania pewnych tematów. Na pewno zakazałbym publikowania wpisów będących omówieniami większych lub mniejszych fragmentów:

  • 4-godzinnego tygodnia pracy
  • Siły nawyku
  • Twórczej kradzieży.

To wszystko są wspaniałe książki, ale ileż razy można pisać i czytać o tym samym. Mam gdzieś takie blogowanie. Poza tym czuję się dziwnie czytując porady osób radzących mi jak żyć i tworzyć, którzy sami dopiero raczkują jako twórcy. Co więcej, na potęgę inspirują się cudzymi dokonaniami, a nie raczą podać, skąd czerpią swoje mądrości.

Liczy się JA.

Sam zaczynam blogować i wielu rzeczy dopiero się uczę, ale zasadą, jaka przyświeca mi od pierwszego dnia jest jedna. Znajdziecie ją na początku Dzienników Gombrowicza.

Poniedziałek – ja, wtorek – ja, środa – ja, czwartek – ja.”

Proste, ale jakie genialne.

Tak naprawdę jedyna osobą, o jakiej mam jako taką wiedzę jestem ja sam. Nie jestem terapeutą, naukowcem, ani wziętym kucharzem, dietetykiem, czy dekoratorem wnętrz, aby zgrywać się na udzielanie porad w dziedzinach, o których nie mam pojęcia. Mam jednak swoje doświadczenia, których ty nie masz i mieć nie będziesz (bo masz swoje), o których mogę pisać.

Pisanie jako dowód życia.

I tak to się właśnie u mnie kręci (dodam, że coraz lepiej). Takie też są blogi, które staram się regularnie odwiedzać. Wiele należy do takich blogerów jak ja, co to dopiero zaczynają. Ale one wszystkie mają w sobie to coś.

Ze wszystkiego, co czytam, lubię to tylko, co krwią było pisane” – pisał Fryderyk Nietzsche w „Tako rzecze Zaratustra”. Te moje ulubione blogi są pisane krwią. Każdy wpis żyje, dzięki przelanej krwi czuję charakter i emocje autora/autorki. Dzięki krwi wiem, że po drugiej stronie jest żywa osoba, a nie jakiś wyjątkowo udany edytor tekstu, który potrafi łączyć słowa w sensowne zdania, ale tak naprawdę nie żył i żyć nie będzie.

Wykłady zamiast rozmów.

Mamy już za sobą stworzenie indeksu książek, o których pisać nie wolno. Teraz czas na kolejny zakaz, który mam nadzieję kiedyś powstanie. Czy ciebie też wpienia kiedy blogerka czy bloger zamiast pisać po ludzku zachowuje się jak nadęty wykładowca. Czytasz takie teksty i słyszysz jego głos i widzisz oczami wyobraźni kogoś przemądrzałego, mówiącego przez nos i stojącego sztywno jak kołek z marchewką w tyłku.

Nie wiem skąd bierze się ten brak luzu i takie nadęcie. Być może chodzi tylko o pisarskie braki warsztatowe, a może to dowód na wyjątkowe nadęcie ego. Nie interesuje mnie to. Wiem jednak, że takie pisanie to działanie na szkodę własnego bloga oraz innych blogów. Przyprawia się nam gębę nabzdyczonych dupków, którzy pojęcia nie mają o świecie, ale piszą na każdy temat.
Jak pisać bloga?

No dobra mógłbym skopiować ileś tam tekstów na ten temat i palić głupa, że sam to wszystko wymyśliłem. Ale nie chcę. Nie chodzi nawet o lenistwo, tylko o przyzwoitość.

Zamiast tego chętnie odeślę cię do tekstu Pawła Tkaczyka o pracach blogera.

To kopalnia inspiracji i przy okazji przewodnik jak pisać tak kosmiczne teksty jak Paweł Tkaczyk. Naprawdę. Zobacz. Po spełnieniu wszystkich warunków masz szansę stworzyć coś równie wartościowego jak wpisy Pawła Tkaczyka.

Wprawdzie uważam, że nie jest to jedyna skuteczna metoda tworzenia tekstów i do wspaniałego wpisu do bloga można dojść także innymi drogami, ale to jest tylko moje zdanie zielonego blogera.

A ty jak lubisz pisać i jakie blogi lubisz czytać?

 

Fot. Jak to zwykle bywa Pixabay.