9 DOBRYCH RZECZY W BIEGANIU MARATONÓW

 

Nie jestem fanem maratonów. Ale nie będę nikomu wmawiał, że nie ma w tych biegach nic dobrego ani fajnego. Jest. Tylko nie tam gdzie większość myśli.

1. META

Ona istnieje!

Czeka na każdego biegacza, choć nie każdy ma szczęście się z nią spotkać.

Niestety od startu masz do niej zawsze 42195 metrów. I to one są problemem.

Meta jest natomiast największą nagrodą czekającą na maratończyka.

Olać medal, nagrody, sławę w bloku i na Fejsie. Ta chwila kiedy już wiesz, że nie musisz przebiec ani jednego kroku, możesz zwalić swoje zwłoki i pomyśleć gdzie odkręca się te betonowe słupy, które jeszcze kilka godzin temu były Twoimi nogami, jest bezcenna.

Znasz to uczucie kiedy jedziesz zatłoczonym i śmierdzącym autobusem? Tłok dziki, ktoś nie mył się od dwóch miesięcznic, ktoś inny pakuje ci swój łokieć w żebra, a koleś przed tobą słucha na maksa chamskiej muzyki, której nie trawisz. W tym całym bajzlu i chaosie nagle zwalnia się jedno miejsce.

Możesz usiąść! Dalej jest gorąco, śmierdząco i głośno, ale Ty przynajmniej siedzisz.

Tym samym jest meta w maratonie. Dalej wszystko Cię boli, dalej jesteś jak szmata rozjechana przez dywizję reprezentacyjną walców drogowych, ale przynajmniej nie musisz biec. Możesz upaść, usiąść, stanąć. Tyle opcji i żadna nie jest biegiem.

2. TYTUŁ: JESTEŚ MARATOŃCZYKIEM 

A jeśli jesteś kobietą używającą zawsze kobiecych końcówek to MARATONKĄ (nie mylić z matronką).

Jak zwał tak zwał.

Masz już to ze łba. Bieg, o którym większość narodu (pewno jakieś 99 %) nawet nie może pomarzyć, Ty masz na rozkładzie. Zaliczony, odfajkowany, wpisany do biegowego CV! Na wszystkie pytania “Biegasz? Ale maratonowi to nie dasz rady” możesz odpowiedzieć z wyższością:

– Maraton, już dawno przebiegłem.

Zrobić pogardliwe: pfff i dodać:

– Teraz koncentruję się na innych biegowych wyzwaniach  – i nikomu nic do tego, że kolejne starty w Twoim kalendarzu to bieg po browara do sklepu.

Niebiegacze i tak nie zrozumieją.

 

3. NIEZNOŚNA LEKKOŚĆ INNYCH DYSTANSÓW

Nie wiem jak innym, ale po maratonie wszystkie krótsze biegi stały się jakieś takie…  krótkie, lekkie, przyjazne i niecałkiem poważne.

Piątka? No dobra, ale za metą biegniemy już naprawdę?

Dycha? Co tak szybko? Dopiero zacząłem się pocić!

Półmaraton? A już miałem nadzieję, że będzie to bieg z prawdziwego zdarzenia.

To zapewne efekt solidnych przygotowań do maratonu. Nie mam zamiaru żalić się z tego powodu. Fajnie, że biegi, które wcześniej jawiły się jako wyzwanie teraz są przyjaźniejsze i takie oswojone.

 

4. TRENING MARATOŃSKI PLUS NR 1

Warto go zaliczyć, nawet jeśli miałoby się nie pobiec maratonu.

Dla mnie te kilka miesięcy przygotowań to była prawdziwa szkoła biegania. Nie będę czarował, bywało ciężko. Zdarzało mi się pytać trenera czy chce mnie zabić. Bywało, że marudziłem ze zmęczenia i na myśl o wyjściu na kolejne bieganie dostawałem dreszczy. Na szczęście gdy już ruszałem dygot mijał. Było dużo lepiej.

Ten trening to było naprawdę coś. Z czasem czułem przypływ mocy, poprawę wytrzymałości i zwiększoną wiarę we własne siły. Mogłem biegać jak Forrest Gump.

W trakcie przygotowań udało mu się poprawić życiówki na dychę i 21 km. Było bardzo satysfakcjonująco. I to jest naprawdę najfajniejsze wspomnienie z tej mojej maratońskiej przygody. Zasuwałem jak głupi, jak naćpany chomik w kołowrotku, ale ten mój wysiłek procentował.

 

5. TRENING MARATOŃSKI PLUS NR 2

Jeśli pracujesz i trenujesz do maratonu to możesz być pewien, że w tym czasie nie zrobisz nic durnego. Naprawdę.

Nie masz na to ani czasu, ani sił. Tam nie ma okazji na spektakularne melanże, napady na banki czy porywanie arabskich księżniczek.

Ja głównie spałem. No chyba, że byłem w pracy, biegałem, albo dziamoliłem na zmęczenie wynikające z treningów. Nic innego nie wchodziło w grę. Byłem często jak telewizor na stendbaju – niby podłączony do prądu, ale tylko stoi i świeci czerwoną lampką. Niczego więcej od niego nie oczekuj.

 

6. MARATOŃCZYCY MOGĄ DŁUŻEJ

No mogą.

7. KILOGRAMY ZNIKAJĄ JAK SZALONE

Oczywiście ktoś powie Ci: „strasznie mizernie wyglądasz”, zwykle będą to te same osoby, które dostrzegą nawet dodatkowe pół kilograma i orzekną z doskonale nieskrywaną sytuacją: „oj coś ci się ostatnio poprawiło”. Większość ludzi zauważy wyszczuplenie. Nie będą wnikać ile kilometrów musiałeś przegonić, ile burz zaliczyć i butów zajechać. Pogratulują. Powiedzą, że „to bieganie” Ci służy i będzie miło.

Wiedz, że nigdy nie chudłem tak szybko jedząc tak wiele, jak w czasie przygotowań do maratonu. Człowiek zasuwa tak dużo, że naprawdę ciężko napchać się do tego stopnia,  żeby przybyło w pasie. Tendencja jest zdecydowanie odwrotna.

 

8. ROŚNIE TWOJA ROZPOZNAWALNOŚĆ

Oczywiście rośnie bez szału, ale co nieco się poprawi. Ktoś coś powie, inny pogratuluje, a inny za plecami rzuci, że gdyby to on biegł to dopiero dałby czadu. Co by nie mówili, grunt, że nie przekręcają nazwiska. Jest fejm!

Dla wielu normalnie i trzeźwo myślących przebiegnięcie 42 km to naprawdę wyczyn i na nich robi to wrażenie. I oni zwykle są pod wrażeniem.

Dla pewnych nietrzeźwo myślących posiadanie w swoim towarzystwie maratończyka to powód do:

– wypicia jeszcze jednej kolejki (za biegaczy)

– zapytania (16. raz) jak się biegło

– zagadania do laski przy sąsiednim stoliku: eee, a pani wie, że on (i pokazania na Ciebie paluchem) biegł martoon? Naprafdę!

 

9. JESTEŚ EKSPERTEM OD MARATONÓW

Możesz założyć bloga. Zdasz tam relację z biegu. Będziesz radził innym co robić, a czego nie. Możesz nawet wrzucić tekst o korzyściach z biegania maratonów.

Taka sława!

To kiedy biegniesz maraton?

FOT. UNSPLASH Christopher Burns@christopher__burns,lucas Favre@we_are_risingChanan Greenblatt@chanan